Favarger to szwajcarska marka czekolad i kakao, której początki sięgają roku 1826.

Najbardziej instynktowne skojarzenie ze Szwajcarią?

Albo tryptyk: ser – zegarki – czekolada (!), albo chociaż jedno z nich. A w dziejach Favarger niezwykłe jest to, że wszystko zaczęło się od uczucia, które połączyło właśnie zegarki (a konkretnie zegarmistrza) i czekoladę (czyli córkę wytwórcy czekoladowych łakoci). Gdzieś w tle być może odegrał swoje również jakiś szwajcarski ser 😉

Firma od 1875 roku rezyduje w Versoix w Kantonie Genewskim i do dziś pozostaje przedsiębiorstwem rodzinnym, które wbrew trendom rynkowym stara się zachować wierność swym manufakturowym tradycjom.

W tym roku w ramach jednego z wyjazdów będziemy względnie niedaleko (jakieś 100 km od Versoix), więc jeśli czas pozwoli, może tam zajrzymy. Favarger dba o turystów, oferując im m.in. chocolate tasting, zwiedzanie manufaktury, zakupy i czekoladowe warsztaty, a ceny tych przyjemności są mniej więcej 10 x niższe niż np. w Amedei, czyli bardzo akceptowalne.

Favarger L_01

Katalog produktowy Favarger obejmuje dość szerokie spektrum produktów (praliny, nugaty, batoniki, etc.), ale z FiK-owego punktu widzenia godne uwagi są ciemne czekolady, z czekoladą kulinarną (do gotowania) na czele. Ciemne, nie gorzkie, ponieważ górny pułap zawartości kakao w produktach Favarger to 66%. Żadna czekolada, ani tym bardziej pralina nie przekracza tej granicy. Takie czekolady określane są przez producenta jako „noir”, co praktycznie zawsze w przypadku francuskiego nazewnictwa charakteryzującego wyroby czekoladowe nieco zaciemnia obraz. Co do zasady, mianem ciemnej czekolady nie powinno się bowiem określać tych tabliczek, w których zawartość kakao wynosi poniżej 70%. Tak czy owak, to techniczne szczegóły. Liczy się przede wszystkim skład i smak.

A skład i smak czekolady do gotowania spełnia oczekiwania, choć nie byłoby źle, gdyby była ona nieco mniej słodka. Nawet przy 66% zawartości kakao, cukru – jak na ciemną czekoladę kulinarną – jest tu jednak odrobinę zbyt dużo.

Być może dlatego, że Szwajcarzy czekoladę do gotowania / wypieków mają w ofercie tylko jedną i przez to można odnieść wrażenie, że celowo stworzyli produkt w pół drogi, który ma zaspokoić potrzeby zarówno zwolenników gorzkiej, jak i mlecznej. Jeśli tak miało być – rozumiem, choć nie jestem entuzjastą rozwiązań typu dwa w jednym.

Favarger L_09

Favarger L_10

Tak czy owak, czekolada do wypieków nie zawodzi. Po pierwsze, jest ogromna, podobnie jak jej odpowiedniki np. w Amedei. Waży 1 kg i dzieli się na 10 x giga-kostek o wadze 100 g. Jest również bardzo gruba, dlatego najlepiej łupać ją na kawałki jak parmezan. Z doświadczenia wiem, że czekolada takich rozmiarów wystarcza na bardzo, bardzo długo (przy FiK-owej częstotliwości tworzenia czekoladowych deserów), świetnie znosi upływ czasu i nie szkodzi jej nawet całkiem spore przekroczenie terminu przydatności do spożycia. To zasługa czystego składu i właściwego przechowywania (w suchym chłodzie i mroku).

Favarger L_12

Klasyczne czekolady do wypieków (od dobrych producentów, a to kryterium z definicji wyklucza z tego grona każdą niby-czekoladę do wypieków made in Poland) wyróżnia m.in. krótka lista naturalnych składników i brak jakichkolwiek tzw. polepszczaczy. W czekoladzie do wypieków nie ma miejsca na emulgatory, konserwanty, aromaty czy inne sztuczne dodatki smakowe lub zapachowe. Dopuszczalne są tylko i wyłącznie kakao, masło kakaowe, cukier i ewentualnie przyprawy, czyli to, co składa się na czekoladę przez wielkie C. Pisaliśmy o tym już wiele razy, ale warto powtórzyć raz jeszcze: to dlatego większość czekolad do wypieków świetnie nadaje się nie tylko do kulinarnych zastosowań, ale też do spożycia. W większości przypadków mają lepsze składy (a tym samym lepszy smak!) niż zwykłe tabliczki, gdzie pokusa oszczędzania na składnikach, ścigania się na smaki i różne inne czary-mary wygrywa ze zdrowym rozsądkiem. Favarger do gotowania spełnia ten warunek. Jej lista składników ogranicza się do wskazanych powyżej, a dodatkowo zawiera wyciąg z wanilii. Poza tym, jest aksamitnie gładka, rozpuszczona na języku sprawia wrażenie nie czekolady kulinarnej, które dość często miewają bardziej chropowatą strukturę (jak np. Bresco), a po prostu wysokiej jakości tabliczki z długo konszowanego kakao. Jak podaje producent, to zasługa ilości dodanego do masy masła kakaowego, którego w czekoladzie ma być 42%. Smakuje znakomicie, a gdyby miała np. 80% kakao w składzie, można by się zakochać od pierwszego zjedzenia 🙂 W wydaniu 66% również nie ma się do czego przyczepić. FiK wolałby bardziej gorzką, ale większość z Was zapewne wybrałaby właśnie taką – słodszą – wersję i byłaby z tego wyboru zadowolona.

Jak czekolada sprawdza się w kulinarnej akcji, dam znać za jakiś czas, ale po pierwszej próbie nie ma podstaw do obaw. Jest naturalna i smakuje bardzo dobrze, a jej słodycz – dla nas nieco zbyt intensywna – dla innych zapewne będzie tylko zaletą. Jak zwykle 😉

Poza czekoladą do wypieków, oferta Favanger obejmuje klasyczne 100-gramowe tabliczki dostępne w 3 seriach: Manufacture / Heritage / Souvenir – ta ostatnia występuje w charakterystycznym opakowaniu z białym krzyżem na czerwonym tle, który cały świat identyfikuje ze Szwajcarią. Więcej o tabliczce Manufacture – za jakiś czas, w oddzielnym wpisie.

Favarger L_04

Pełną ofertę produktów Favarger można przejrzeć online, na przykład tu: Szwajcarskie Składy Czekolady, ale szczególną uwagę polecamy Wam zwrócić na ten oto orzechowy krem czekoladowy:

Favarger L_02

Favarger L_06

Favarger L_07

Jak na gotowy krem czekoladowy z orzechami, ma bardzo dobry skład: orzechy laskowe (48%), cukier, masło kakaowe, kakao, olej z orzechów laskowych i mleko w proszku (to nie zaleta, ale mleko w proszku oddaje wilgoć, dlatego jego znaczenie w takich produktach jest niestety istotne).

Krem ma głęboko orzechowy aromat, jest niesamowicie aksamitny i – choć mocno słodki – naprawdę doskonały. To chyba najlepszy gotowy spread, jakiego kiedykolwiek próbowaliśmy. Z miejsca przypomina się dzieciństwo i nutella w wielkich słojach, przywożona z zagranicy albo kupowana w Pewexach i wydzielana po max. łyżce dziennie przez rodziców lub dziadków świadomych szkodliwości spożycia nadmiaru cukru. Krem Favarger to taka nutella – pozbawiona wad tej wszystkim znanej – w wersji SWISS DELUXE 🙂

Duży plus za ilość orzechów laskowych w składzie (i olej orzechowy), jak również za brak innych, tańszych orzechowych wypychaczy, które mają tylko robić masę.

Jak to jeść, żeby nie zamienić się w kulę? 😉 Polecamy 1 małą łyżeczkę do czarnej kawy – raz w tygodniu – najlepiej w weekend, zamiast kostki czekolady. Wtedy krem wystarczy na długo i nie przetworzy się w zbędne sadło 😛

Dodatkowo, tytułem uzupełnienia garść informacji, które mogą być dla Was istotne:

Małe czekoladki z wizerunkiem Genewy na tabliczce (o wadze 12,5 g/sztuka) widoczne na zdjęciu powyżej to klasyczne gorzkie Heritage – bardzo smaczne (można kupić też mleczne), a ta w fioletowym opakowaniu to gorzka z czarną porzeczką wytwarzana z docenianych na całym świecie ziaren kakaowca z Sao Tome.

Przy czekoladach Favarger z dodatkiem owoców warto mieć na uwadze, że przed dodaniem owoców do masy czekoladowej, traktuje się je glukozą (dekstrozą). Etykieta nie wskazuje, czy glukoza jest kukurydziana, czy pszeniczna, a to sprawia, że nie wiadomo, czy czekolady z owocami można uznać za bezglutenowe. Zamówiliśmy pierwotnie czystą gorzką Heritage (nie zawiera glukozy), ale z uwagi na jej niedostępność zamiast niej dotarła 100-gramowa porzeczkowa. Trzeba będzie komuś oddać 🙂

Z kolei czekolady mleczne zawierają mleko w proszku, nie są więc wegańskie.

Skład: kakao, cukier, masło kakaowe, wyciąg z wanilii.
Waga: 1000 g
Zawartość kakao: nie mniej niż 66%

Czekolada jest bezglutenowa i wegańska.

Cena: 99 PLN

Gdzie kupić: Szwajcarskie Składy Czekolady, lotnisko w Genewie, butik w Versoix i w Genewie, reszta świata 😉

Favarger L_11

Favarger L_08