Mrożenie owoców – jak to zrobić?

Jak mrozić owoce? I czy warto zawracać sobie tym głowę?

Mrożenie owoców wiosną, latem i wczesną jesienią, czyli w pełni sezonu, to świetny sposób na przedłużenie ich trwałości i zapewnienie sobie możliwości korzystania z nich w innych porach roku. Dla mnie także sposób jedyny, ponieważ przetwory (weki, konfitury, dżemy, frużeliny, przeciery i inne) uważam za zbyt pracochłonne, a dodatkowo zbędne, ponieważ:

  • owocowe przetwory zwykle wymagają dodania sporych ilości cukru, a w FiK-owej kuchni cukier dodawany do potraw właściwie nie występuje,
  • dopóki mam zęby w dobrym stanie, nie muszę przechowywanych produktów zamieniać w przeciery i papki 😉

Zatrzymaj lato

Wiadomo, że nic nie zastąpi korzystania z dobrodziejstw natury tu i teraz, dlatego świeże owoce i warzywa wiosną i latem warto przede wszystkim jeść, ale to także najlepsza pora na ich mrożenie na później. Czas wielkiej smuty nadchodzi nieubłaganie, choć w lipcu groźba końca lata nie jest może jeszcze aż tak wyraźna, jak – powiedzmy – we wrześniu.

Jak to zrobić?

Do zamrażania używam plastikowych pojemników do przechowywania żywności. Temperatura zamrażarki powinna wynosić co najmniej -18 stopni.

Co mrozić?

Po latach prób i doświadczeń nie zamrażam wszystkiego jak leci. Nie wszystkie owoce i warzywa po rozmrożeniu spełniają moje oczekiwania co do smaku i wyglądu, dlatego najlepiej mrozić tylko te, co do których można mieć pewność, że korzystanie z nich jesienią czy zimą dostarczy oczekiwanej przyjemności, a nie niepotrzebnych rozczarowań.

Kierując się tymi kryteriami, mrożę:

maliny (czerwone i białe, w hurtowych ilościach)
jagody
porzeczki (białe, czarne i czerwone)
borówki amerykańskie
jeżyny
żurawinę
wiśnie
śliwki
truskawki – te ostatnie jednak w coraz mniejszych ilościach i tylko z przeznaczeniem do musów, sosów lub koktajli z uwagi na to, że rozmrożone tracą kształt i puszczają mnóstwo soku. Tak czy owak, zamrożona truskawka pełna smaku, dojrzała w słońcu, nawet jeśli nie zachowa kształtu i tak będzie smaczniejsza od truskawkowej zmrożonej pulpy z supermarketu, więc jeśli masz miejsce w zamrażarce, 1 czy 2 pudełka możesz poświęcić także truskawkom.

Małe i miękkie owoce mrożę w całości.

Malin i jeżyn nie płuczę – przeglądam je tylko dokładnie sztuka po sztuce, po czym starannie układam w pojemnikach, by zachowały kształt.

Jagody, borówki, porzeczki i żurawinę mrożę w całości po dokładnym przebraniu, umyciu i osuszeniu. Porzeczki pozbawiam wcześniej szypułek. Wiśnie i śliwki przed myciem i zamrożeniem należy oczywiście wydrylować.

Co poza owocami?

Jeśli chodzi o warzywa, od dawna co roku mrożę bób – więcej na ten temat przeczytasz we wpisie: Jak mrozić bób?

W takiej formie bób przechowuje się doskonale, zachowuje kolor i smak, dzięki czemu może stanowić podstawę fajnych, zielonych warzywnych posiłków w ciemne i zimne miesiące, gdy świeży bób jest już tylko mglistym wspomnieniem. Z każdym rokiem mrożę go więcej, ponieważ nie ma takiej ilości, której nie dalibyśmy rady. To jedno z naszych ulubionych warzyw. Dodatkowo, nie da się porównać jakości bobu zamrożonego samodzielnie w domu z tym kupionym w sklepie, który zwykle jest – co tu kryć – stary, mdły, szary i parszywy. Na teraz więcej odpowiednich przymiotników nie przychodzi mi do głowy 🙂

Odpuszczam mrożenie groszku cukrowego. Nie każda odmiana nadaje się do tego celu i w rezultacie nie każda dobrze znosi mrożenie, a ja nie znam się na tym na tyle, by ocenić walory groszku przed zamrożeniem.

Mrożone szparagi to porażka do kwadratu – tracą wszelki urok, o smaku nie wspominając. Nie polecam. Szparagi są stworzone do jedzenia w sezonie, a próby zachowania ich na później mijają się z celem; chyba, że ktoś ma zmutowane kubki smakowe. Ja nie mam 😉