Pieniądze na wakacjach.

Dziś dla odmiany nie o tym, co kupić na urlopie, ale – czym za to zapłacić?

Opcji jest co najmniej kilka: gotówka, karty różnego typu czy – z każdym rokiem coraz bardziej archaiczne – czeki podróżne. Karty przydają się bardzo, a na wakacjach są generalnie bezcenne. Karty – nie karta – ponieważ takie mamy czasy, że każda rzecz musi być sformatowana pod konkretne potrzeby, a poza tym… jeżeli coś jest do wszystkiego, to zwykle jest do niczego.

Huzior L_02

Jaka karta?

Bez karty płatniczej trudno (i niewygodnie) kupować dziś online, rezerwować bilety (lotnicze, do kina czy teatru), kolację czy hotel. Karta potwierdza naszą tożsamość i wypłacalność. Bez karty kredytowej w większości miejsc na świecie można zapomnieć o wynajmie auta – plastik jest co najmniej tak samo niezbędny, jak paszport i prawo jazdy. Jasne, że za samochód można też wpłacić kaucję (nie wszędzie), ale kto przy zdrowych zmysłach będzie taszczył ze sobą tyle gotówki? I przede wszystkim: po co?

Karta przydaje się tym bardziej, im lepiej dopasujemy ją do własnych potrzeb. I okoliczności. Jakiś czas temu opisywaliśmy historię fraudu kartowego na plastiku wydanym przez mbank (LINK). Karta była kredytowa, bank zautoryzował oszukańczą transakcję (płatność za hotel w Barcelonie, a my w tym czasie – w Warszawie) ponad ustalone limity transakcyjne i powyżej salda, po czym 6 miesięcy zwlekał ze zwrotem pieniędzy, krótko mówiąc – zawiódł na całej linii, ale… nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. To karciane doświadczenie skłoniło nas do zmiany podejścia. Mając na uwadze, że większość kradzieży danych kartowych następuje poza granicami PL i zwykle w trakcie podróży, ograniczyliśmy na urlopach transakcje kartami kredytowymi i debetowymi do minimum, czyli do tych naprawdę niezbędnych, a w innych przypadkach korzystamy z bezpieczniejszego rozwiązania – karty przedpłaconej (prepaid).

Karty przedpłacone są niskokosztowe, a przy odpowiednim doborze usług dodatkowych – wyłączając niewielką opłatę za wydanie karty (ok. 15 zł) – nawet całkiem darmowe. Główna zaleta prepaid’a to możliwość codziennego kontrolowania salda karty i zasilania go w prosty sposób nową kwotą bezpośrednio z konta bankowego (przelewem). Taka karta przydaje się zarówno do zakupów online, gdy po transakcji można ją dla bezpieczeństwa i świętego spokoju wyzerować, jak i do codziennych urlopowych wydatków, i małych i dużych. Zamiast zasilać kartę jednorazowym przelewem kwoty, która powinna wystarczyć na cały urlop, można cykać co dzień lub dwa mniejsze transfery z konta osobistego na rachunek karty, bez obaw, że gdy ktoś przechwyci jej dane stracimy od razu większą kwotę pieniędzy (np. do limitu kredytu przy karcie kredytowej lub do salda konta przy debetowej).

Przy karcie przedpłaconej nie zdarzy się historia w stylu mBanku – bank nie zautoryzuje transakcji ponad dostępny limit, czyli na wyższą kwotę niż ta, która faktycznie zasiliła konto plastiku. Kwotowe i ilościowe limity wypłat bankomatowych i transakcji płatniczych można na takiej karcie ustalić dowolnie i w ten sposób dodatkowo ograniczyć ryzyko nieoczekiwanej utraty środków.

Jak jeszcze można się chronić?

Kto ma dobrą pamięć, może zetrzeć z karty CVC – bez podania tego krótkiego kodu na rewersie karty nie da się dziś przeprowadzić skutecznej transakcji online. Można też – w zależności od banku – wyłączyć opcję internetowych płatności (na stałe lub okresowo, włączając ją tylko na potrzeby realizacji konkretnej płatności) albo obniżać limity do minimum i podnosić je wtedy, gdy jest taka potrzeba. Warta rozważenia jest też opcja zakupu (w niektórych bankach bywa darmowa) dodatkowej usługi potwierdzania SMS-em każdej transakcji kartowej. Dzięki temu szybko można się zorientować, że ktoś robi użytek z danych karty bez naszej zgody.

Skąd wziąć kartę przedpłaconą?

Jeszcze kilka lat temu w Polsce dynamicznie rozwijał się rynek anonimowych kart przedpłaconych, których wydanie nie wymagało wówczas podania żadnych danych osobowych. Tak sformatowane prepaidy znalazły się jednak na celowniku regulatora rynku finansowego (KNF) przede wszystkim ze względu na brak możliwości kontroli przepływu środków finansowych i osób, które z nich korzystają, ale też ryzyko posługiwania się nimi dla celów terroryzmu czy prania pieniędzy. W rezultacie, po interwencji regulatora banki stopniowo wycofały z ofert ten budzący kontrowersje produkt.

Dziś imienne karty prepaid wydaje tylko kilka banków i coraz więcej niebankowych instytucji finansowych. Niezależnie od wydawcy, karty wydawane są obecnie zawsze na imienny wniosek i podpięte do imiennego rachunku karty, choć nie zawsze muszą być sparowane z osobistym rachunkiem bankowym (np.: w ING nie muszą, choć otwarcie rachunku osobistego znacznie ułatwia obsługę karty, zasilanie jej salda, etc.). Gdzie złożyć wniosek? To już kwestia indywidualna. Warto porównać oferty na rynku i wybrać tego wydawcę oraz ten produkt, który uważamy za godny zaufania.

image

image

Dygresja

Kilka miesięcy temu mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze, że banki, z których usług korzystamy od dłuższego czasu – Millennium i T-Mobile Banking Services (Alior) – podchodzą poważnie do kwestii bezpieczeństwa transakcji kartowych. Pewnej nocy obydwoje – niezależnie – otrzymaliśmy telefony (na numery komórkowe), których – z uwagi na porę – nie odebraliśmy. Rano okazało się, że każde z nas otrzymało chwilę po telefonie SMS z informacją, że karta wydana do konta została przez bank zablokowana z uwagi na ryzyko nieautoryzowanych transakcji. Skąd dwa różne banki w tym samym czasie miały wiedzę nt. potencjalnego ryzyka – nie wiadomo, ale liczy się szybka reakcja. Żadna z kart fizycznie nam nie zginęła, chodziło więc o płatności online. Po sprawdzeniu sald okazało się na szczęście, że żadne transakcje na rachunkach nie zostały przeprowadzone, ale karty profilaktycznie zostały przez banki dezaktywowane, a my złożyliśmy wnioski o wydanie nowych, bez opłat. Każdemu z banków – choć to odrębne marki i działały całkiem niezależnie – należy się duży plus za sprawne systemy ochrony i akcję wyprzedzającą ewentualne fraudy. Gdzie skradziono dane kart, tego się nie dowiemy, ale skoro rzecz dotyczyła jednocześnie dwu różnych plastików spod brandów różnych wydawców można zakładać, że stało się to gdzieś, gdzie obydwoje użyliśmy kart. Może za granicą.

Z uwagi na opisany przypadek, budzące zaufanie procedury bankowe i dostępność interesującego nas produktu, wniosek o prepaid złożyliśmy w Millennium → online, w panelu klienta.

image

image

image

image

Karta przedpłacona zamówiona w Millennium jest rozliczana w PLN. Z naszej perspektywy wygodniejszy byłby prepaid w EUR, ale niestety „nasz” bank nie wydaje obecnie prepaidów w tej walucie. W Millennium kartę walutową można zamówić natomiast do konta prowadzonego w danej walucie – awaryjnie, jeśli sporo się podróżuje, zawsze warto taką mieć. Tak czy owak, w przypadku płatności za granicą kartami złotówkowymi, w wielu punktach można skorzystać z opcji DCC (Dynamic Currency Conversion). To usługa rozliczania operacji kartowych bezpośrednio w walucie karty (kraju jej wydawcy). W praktyce oznacza to tyle, że np. przy zakupie w Rzymie butów, których cena wyrażona jest w EUR, sprzedawca – po wczytaniu danych karty, a przed autoryzacją transakcji – podaje cenę w dwóch walutach (np. EUR i PLN – dla kart złotówkowych) z pytaniem, wg której ma rozliczyć zakup.

W naszym banku – by złożyć wniosek o kartę prepaid – trzeba mieć osobisty rachunek bankowy, ale są i takie, w których prepaid można otrzymać na podstawie imiennego wniosku i umowy podpisanej od razu bezpośrednio w oddziale, bez potrzeby otwierania rachunku osobistego (np. w ING). W takim przypadku otrzymujemy tylko kartę przedpłaconą z przypisanym do niej imiennym rachunkiem karty do wpłat w celu zasilenia salda.

Cały proces wnioskowy zajmuje dosłownie kilka chwil, a nieaktywna karta dostarczana jest pocztą pod wskazany adres. Prepaid można zamówić dla siebie albo dowolnej innej osoby (żona, mąż, dziecko, rodzic, babcia, dziadek etc. albo ktoś niespokrewniony), pod warunkiem podania danych osobowych wymaganych przez bank. Kartę aktywuje się online i widać ją w panelu klienta obok innych produktów bankowych. PIN i dobowe limity transakcyjne można ustalić (a później dowolnie zmieniać) także online, a saldo na karcie zawsze będzie wynosić tyle, ile na nią wpłacisz. Wpłacasz tyle, ile potrzebujesz, a w razie konieczności zasilasz kartę dodatkową kwotą. Prepaid możesz wielokrotnie zasilać środkami, po czym realizować płatności zbliżeniowe (contactless) za zakupy – stacjonarnie, online, przez IVR (telefonicznie) lub wypłacać gotówkę z bankomatu. To ostatnie nie przy wszystkich prepaidach opłaca się w równym stopniu (oferty są różne), ale tu z kolei w braku innej opcji można skorzystać z karty debetowej z opcją darmowych wypłat na całym świecie (takiej używamy).

Kiedy bezcenna karta już do Ciebie trafi, zamiast nieporęcznego portfela wystarczy fajny ciuch i bezpieczna kieszeń, w której schowasz plastik.

Huzior L_03

Huzior L_01

Huzior L_04

Skąd wziąć takie (albo inne) kurtki? Stąd: HUZIOR. To wyjątkowa polska firma, która pomysły przekształca w produkty i nigdy nie mówi: nie da się. Wkrótce więcej o ich najnowszej kolekcji RING MY BELL* (wiosna-lato 2017), a kto chciałby obejrzeć ją już dziś, niech zajrzy do E-SKLEPU. Uwaga: trudno stamtąd wyjść…

image

image

Podsumowując, plusy karty prepaid to przede wszystkim wzrost bezpieczeństwa transakcji i skuteczniejsza kontrola wydatków, jak widać nie tylko na linii rodzic → e-kieszonkowe → dziecko 🙂 Karta jest mała, mieści się do kieszeni, masz na niej tylko tyle pieniędzy, ile aktualnie chcesz / potrzebujesz, z opcją dowolnego zasilenia dodatkowego w wybranym momencie. O gotówkę nie trzeba się martwić.

*Jeżeli chcesz otrzymać zaproszenie na prezentację kolekcji – PRZECZYTAJ i napisz na kontakt@facetikuchnia.com.pl