StreetXO by David Muñoz – recenzja.

Madryt, jak każda europejska metropolia, ma co najmniej dwa oblicza. Jedno z nich – szalone, dynamiczne, głośne i totalnie hipsterskie – doskonale reprezentowane jest przez lokal o nazwie StreetXO, który powinien znaleźć się na kulinarnej mapie każdego, kto trafi choćby na chwilę do hiszpańskiej stolicy.

StreetXO jest jedną z najpopularniejszych madryckich restauracji, a jednocześnie mekką poszukiwaczy kulinarnych przygód.

Czytaj też: Gdzie jeść w Madrycie?

IMG_0719

David Muñoz to młody, ledwie 37-letni szef kuchni, którego flagowa restauracja DiverXO szczyci się trzema gwiazdkami Michelin. Już sama wizyta na stronie internetowej DiverXO dostarcza interesujących wrażeń i więcej niż mocno zachęca do poddania się (mimo wszystko) spustoszeniu portfela, jakie nieuchronnie niesie ze sobą kolacja w tym miejscu. To na razie musi zaczekać (choć, miejmy nadzieję, niezbyt długo), ale na szczęście nie mniej doskonałym, a jednocześnie istotnie tańszym rozwiązaniem jest wizyta w StreetXO – drugiej madryckiej restauracji Muñoza, której filia od jesieni 2016 roku mieści się również w Londynie, gdzie David zdobywał kulinarne szlify (Nobu, Hakkasan).

StreetXO to szaleństwo w kaftanach bezpieczeństwa – obsługa śmiga po lokalu w stylizowanych na kaftany uniformach. To także bardzo dobry przedsmak kulinarnej wizji Muñoza, w pełni rozwiniętej w DiverXO. Nazwa bardzo dobrze określa charakter tego przybytku – jest głośno, dynamicznie, wszystko dzieje się w zawrotnym tempie, a kucharze uwijają się jak w ukropie, przygotowując dania na oczach gości.

StreetXO L_02

StreetXO L_08

StreetXO L_05

StreetXO L_09

IMG_0724

IMG_0727

To niekoniecznie miejsce na rodzinny posiłek… (chociaż spójrzcie na niego, ten mały też tam był :-))

StreetXO young

…czy niespieszną romantyczną kolację – choć ognia, wprawdzie nie ze świec, a z palników kuchenek, zdecydowanie w XO nie brakuje. Szybko, szybko, czas to pieniądz, a nowi goście stoją w niemającej końca kolejce…!

StreetXO mieści się przy Calle de Serrano 52 – jednej z głównych i najważniejszych alei handlowych Madrytu, na której usytuowane są butiki topowych luksusowych marek (Chanel, Gucci, Loewe, Prada, Blahnik, Ferragamo, Furla, Boggi, Yves Saint Laurent, etc.). Restauracja ulokowana została na ostatnim, siódmym piętrze domu handlowego El Corte Inglés, co jednak nie powinno w żadnym razie działać na Was odstraszająco – odnoszenie tej lokalizacji i samego centrum handlowego do smutnych jadłodajni, które znajdują się w polskich zwyczajnych (nie luksusowych) centrach handlowych byłoby grubym błędem – to dwa zupełnie różne światy. Po drodze warto zajrzeć m.in. na piętro szóste, które zajmują delikatesy Gourmet Experience – raczej droższe niż tańsze, ale mogące pochwalić się świetnym wyborem różnych produktów spożywczych (warto skupić się na winach, czekoladach i serach).

StreetXO otwarta jest w godzinach 13:30-16:30 i 20:30-23:30 (piątek, sobota) oraz 13:30-16:00 i 20:30-23:00 (pozostałe dni tygodnia).

Restauracja działa zgodnie z zasadami demokracji 😉 (każdy ma równe szanse) i nie przyjmuje rezerwacji. W związku z tym, by bez stresu dostać się do środka, warto zjawić się odpowiednio wcześniej i odstać swoje w tłumnej, acz uporządkowanej i spokojnej kolejce; bowiem kolejki – regulowanej taśmami i strzeżonej przez ochroniarza – możecie być pewni.

Po wstępnym rozeznaniu w niedzielę, na miejscu kolejny raz pojawiliśmy się w środę, na nieco ponad godzinę przed wieczornym otwarciem. To wystarczyło, by zająć pierwsze miejsce w gronie oczekujących, choć dosłownie kilka minut później zaczęli pojawiać się pozostali goście. Po dwóch kwadransach kolejka skręcała już za róg usytuowanego po sąsiedzku baru i z naszego posterunku nie było widać jej końca.

StreetXO L_07

Mniej więcej o 20:00 uśmiechnięty młody kelner rozdał oczekującym menu wraz z numerem miejsca – nam przypadła szacowna jedynka – oraz zebrał zamówienia na drinki i inne napoje, serwowane jeszcze w kolejce, przed wejściem do lokalu. Z kieliszkiem dobrego wina w dłoni czekanie staje się zdecydowanie sympatyczniejsze, a czas płynie jakby szybciej 😉

IMG_0520

Od samego początku widać tu perfekcyjną organizację pracy – goście mają czas wybrać dania z menu, zanim znajdą się wewnątrz. Zbieranie zamówień jest więc błyskawiczne, a przecież czas to pieniądz, pamiętacie? Podprowadzeni do naszych miejsc przez kelnera od razu zamówiliśmy więc wino i wybrane potrawy.

IMG_0564

Z powodu zimnej aury taras restauracji był nieczynny, a goście zajmowali miejsca po kolei przy długim czerwonym kontuarze w kształcie litery U, otaczającym część kuchni i wydawkę. Dzięki temu przez cały czas mieliśmy możliwość obserwować gorączkową pracę zespołu StreetXO, wykańczającego i serwującego dania.

StreetXO L_04

Menu StreetXO w dniu naszej wizyty składało się z 18 dań – bez żadnego podziału na kategorie. Oraz bez deserów (za to dodatkowy punkt! :-)). Cztery potrawy oznaczono jako glutenfree. Każde danie odzwierciedla wizję szefa kuchni, dlatego nie podlega modyfikacjom; w rezultacie nie ma możliwości dostosować na gorąco glutenowe potrawy do potrzeb bezglutenowego gościa (nawet, gdyby chodziło tylko o pominięcie jednego składnika, np. któregoś z sosów). Bezglutenowi mogą zamówić tylko to, co specjalnie dla nich oznaczono. Cóż było robić, wzięliśmy więc wszystko :-) Cztery pozycje.

Dania trafiają na stół błyskawicznie, podawane bezpośrednio przez kucharzy (nie ma tu kelnerów w tradycyjnym znaczeniu tego słowa) i opatrzone odpowiednim wyjaśnieniem, czasem obejmującym nawet praktyczny instruktaż: np. jak jeść (w jakiej kolejności) poszczególne składniki znajdujące się na talerzu (podobnie, jak u Amaro).

1.

IMG_5258

IMG_0722

Pierwsze danie o specyficznej prezencji, zaserwowane – to jedna z cech charakterystycznych StreetXO, która stanowi też nawiązanie do DiverXO – bezpośrednio na płachcie białego papieru. Zgodnie z instrukcją obsługi, idealnie miękką jagnięcinę tandoori w ostrym, aromatycznym sosie mamy jeść na zmianę z czarnymi stożkami z ziemniaków i trufli. Świetny początek!

2.

IMG_5257

IMG_0721
Nie ma wiele czasu, bowiem na stole ląduje kolejne danie – zamówione jako dodatek – ziemniaki pieczone na węglu drzewnym z wędzonym masłem i skrzydełkami z kurczaka. Bardzo konkretne, więc sos z sera mimolette jest właściwie niepotrzebny, znacznie lepiej sprawdza się za to drugi z sosów – opracowana przez Muñoza wersja kanaryjskiego sosu mojo, zwana tu mojo canarionikkei. Ziemniaki podawane są na łódeczkach z folii, a przed jedzeniem należy obrócić je do góry dnem i pacnąć zawartością o papier. Konsumpcję poprzedza oczywiście praktyczny instruktaż kelnera, jak prawidłowo dokonać tej operacji :-) To się nazywa bałagan na talerzu, choć… bez talerza.

3.

IMG_5256

IMG_0720

Chlap, chlap, chlap. Hojnie pochlapane emulsją z masła i tamaryndowca kolejne danie z wołowiny i klei, klei, kleistego ryżu :-) Tym razem – dla odmiany – podane na talerzu. Autentyczna eksplozja smaków.

Zwalniamy nieco tempo, ponieważ pite ekspresowo wino (zamówiliśmy butelkę świetnego białego wytrawnego Coto de Gomariz – 25 EUR) zaczyna powoli uderzać do głowy, a ostatnie już danie idealnie sprzyjało oddechowi.

4.

IMG_5255

IMG_0723

IMG_0726

Cztery kawałki przepysznego, rozpływającego się w ustach grillowanego boczku z hiszpańskiej świnki (to wersja rozszerzona za plus 4 EUR), cztery liście sałaty lodowej, zioła (mięta i bazylia), piklowane grzyby shitake oraz sosy – pikantna sriracha i kolejny opracowany przez Muñoza – łagodniejszy TartarXO. To po prostu miejscowa wersja ssam (w menu saam), czyli koreańskiego wrapa, zawijanego w liść sałaty. Nawet bez instrukcji – choć jest ona obowiązkowo przekazywana – łatwo można domyślić się, jak to jeść: dodatki do liścia, zawijamy i do paszczy :-)

Wszystkie z zamówionych przez nas potraw zawierały mięso i to nie jest przypadek. StreetXO nie jest miejscem dla wegan (dla rybożerców już tak). Nie jest też z pewnością dla każdego, ponieważ szczególna, szybka, nieco chaotyczna atmosfera, stanowiąca swoistą odpowiedź na szybko płynące życie typowej europejskiej stolicy, nie musi przypaść do gustu wielbicielom slowlife.

StreetXO L_06

My spędziliśmy w StreetXO niespełna 2 godziny, podczas których zdążyliśmy zjeść cztery dania i wypić ponad butelkę wina (o tym za moment). Wystarczy tu na chwilę zwolnić, by obsługa z miejsca zaczęła pytać, czy na pewno wszystko w porządku (spotkało nas to bodajże czterokrotnie). Zakamuflowana delikatna sugestia, że na zewnątrz czeka kolejka chętnych na Twoje miejsce, jest tu wyczuwalna, chociaż w żaden sposób nie psuje ogólnego wrażenia. Szczerze mówiąc, zupełnie nie mieliśmy z tym problemu, to po prostu element, który warto zaakceptować, tym bardziej, że kolacja w StreetXO jest zapewne dla części gości tyko punktem startowym do udanego wieczoru w innych miejscach w mieście.

Co ciekawe, podprogowy przekaz nt. gorących stołków w XO udało się pędzącej w szalonym tempie ekipie restauracji połączyć z poczuciem prawdziwego zaopiekowania po naszej stronie. Ani przez chwilę nie czuliśmy się tu niewłaściwie potraktowani. Mimo działającej jak w zegarku obsługi i tu zdarzają się potknięcia, które jednak rozwiązywane są tak, jak należy – zawsze na korzyść gości.

Było tak: po złożeniu zamówienia, zamiast butelki wina dostaliśmy po jednym kieliszku, co zdziwiło zarówno nas, jak i zapytanego za chwilę o wino szefa sali, który przyjmował od nas zamówienie. Szybko przeprosił za błąd i obiecał, że wszystko zostanie wyrównane przy rachunku. I rzeczywiście, kiedy przyszło do płacenia okazało się, że policzono nam jedynie butelkę – bez wina podanego przez pomyłkę, a także serwowanego w kolejce, jeszcze przed wejściem do XO.

Łączny rachunek wyniósł 88,50 EUR.

Podsumowując, dla miłośników szybkich wrażeń i świetnego jedzenia StreetXO to idealny i obowiązkowy wybór :-)

Kilka krótkich filmów z tego niesamowicie energetycznego miejsca (!): ZOBACZ

Gdzie: Calle de Serrano 52 (7 piętro El Corte Ingles)

IMG_0725

A w kolejnym odcinku kulinarnych wrażeń z Madrytu – już za kilka dni – coś bardziej rodzinnego, luźniejszego i ciepłego… :-)

IMG_0441