Yakitoro – czyli kolejny wpis o tym, gdzie warto jeść w Madrycie.

Dynamiczne, głośne i typowo miejskie oblicze Madrytu przedstawiłem Wam niedawno na przykładzie nietuzinkowej madryckiej restauracji StreetXO by David Muñoz.

Czytaj też: Gdzie jeść w Madrycie?

Dziś dla odmiany coś zdecydowanie spokojniejszego i bardziej rodzinnego, w sam raz na chilloutowe spotkania z przyjaciółmi czy romantyczną kolację; do tego – ze świetnym jedzeniem! Wszystko to gwarantuje Yakitoro, które jest kolejnym must go & eat na gastronomicznej mapie Madrytu.

Pełna nazwa lokalu to Yakitoro by Chicote, co od razu wyjaśnia, kto stoi za całym konceptem. Alberto Chicote to jeden z najbardziej znanych hiszpańskich szefów kuchni, a zarazem restauratorów. Znany zwłaszcza od czasu, gdy poświęcił się karierze medialnej – najpierw pojawił się w hiszpańskiej wersji Kitchen Nightmares (odpowiednik naszych Kuchennych rewolucji), obecnie natomiast występuje jako juror w hiszpańskiej edycji Top Chefa. Chicote jest również jednym z pionierów kuchni fusion w Hiszpanii, a wyspecjalizował się w łączeniu kuchni hiszpańskiej i japońskiej. Zapoczątkował ów trend blisko 20 lat temu w restauracji Node, a dziś kontynuuje owo przedsięwzięcie m.in. w dwóch Yakitoro – przy Calle de la Reina, gdzie jedliśmy dwukrotnie, oraz przy Paseo de la Castellana.

Yakitoro to gra słów, zestawienie dwu pojęć wynikające ze wspomnianego wyżej mariażu iberyjskiego i japońskiego świata kulinarnego. Yakitori to klasyczne japońskie danko – szaszłyk, zwykle drobiowy i opiekany na węglu drzewnym, toro zaś to rzecz jasna byk w języku Cervantesa.

Intencją Chicote realizowaną w Yakitoro – w naprawdę spektakularny sposób – było zatem (i jest) kreowanie i serwowanie typowych hiszpańskich tapas w stylu yakitori. Taki koncept znajduje odzwierciedlenie zarówno w wystroju i klimacie lokalu, jak i w oferowanych tu potrawach – w założeniu tapas (małe porcje na jeden raz), ale jednak raczej dalekich od tego, co zwykło się – na podstawie hiszpańskich doświadczeń i podróży – za tapas uważać.

Yakitoro Reina ulokowana jest rzut beretem od Gran Via, dokładnie na rogu Calle de la Reina i Calle Marques de Valdeiglesisas.

Madryt L_21

Zjesc Madryt_44

Już samo usytuowanie restauracji to strzał w dziesiątkę, bowiem trudno jest minąć i nie zauważyć przestronnego i przeszklonego frontu, doskonale ukazującego ciepłe i wręcz natarczywie zachęcające do odwiedzin wnętrze. Restauracja składa się z dwóch sal. Pośrodku głównej króluje rzecz jasna – zgodnie z tradycją yakitori – opalany węglem grill, na którym przyrządza się część dań.

IMG_0808

Goście, skupieni przy dużych współdzielonych stołach, wyjątkowo sprzyjających świętowaniu w większych grupach albo przy małych, kameralnych, zwykle dwuosobowych stolikach mogą bez trudu obserwować nieustanną pracę kucharzy.

Bardzo fajnym pomysłem jest ulokowanie pośrodku każdego stolika wypełnionych lodem coolerów, w których co do zasady chłodzi się piwo, albo – dla odmiany – zamówione wino (przy nielicznych, wysokich barowych stolikach, gdzie wbudowanych coolerów brak, wino serwowane jest w klasycznych coolerach). Ogień buchający z grilla w kontraście z lodem na stole to sprytny i przemawiający do wyobraźni pomysł, który z miejsca przywołuje skojarzenia z układem przeciwstawnych, tworzących wszechświat sił yin i yang.

Nie muszę dodawać, że Yakitoro to miejsce mocno oblegane przez międzynarodową klientelę, dlatego zdecydowanie wskazane jest uprzednio zrobić tu rezerwację. Za pierwszym razem – jak Bourdain, bez rezerwacji 😉 – trafiliśmy tu zupełnie bez planu, wracając ze spaceru. Szczęśliwie tak się złożyło, że znaleźliśmy wolny stolik w drugiej, mniejszej sali, będącej niejako przedsionkiem dla głównej części lokalu, gdzie wstawionych jest tylko kilka wysokich stołów i barowych stołków. Brak tu może trochę całego tego specyficznego klimatu Yakitoro, ale przecież klimat tworzą przede wszystkim LUDZIE, towarzysze naszej kolacji, a tu także pewna… Ewa. Niezwykła, przesympatyczna Ewa, a przy okazji wulkan energii, czyli polski desant w Yakitoro. Ewa jest w Yaki managerem, a nam okazała nieocenioną pomoc (nie tylko przy rezerwacji stolika na kolejny dzień) i poświęciła mnóstwo czasu, który spędziliśmy na radosnych pogaduchach aż do zamknięcia restauracji.

Zaprawdę powiadam Wam: wpadajcie do Yakitoro, pytajcie o Ewę, cieszcie się w pełni atmosferą miejsca i świetnym jedzeniem, bo naprawdę warto! 🙂

Karta dań dzieli się na kilka kategorii, między innymi nawiązujących do żywiołów (from the earth – from the water – from the farmyard – from the ranch). Dania, niczym klasyczne tapas, nie są duże, najlepiej więc od razu zamówić co najmniej kilka. Co ważne, ceny nie są szczególnie wygórowane. Biorąc pod uwagę klasę restauracji, oferuje ona doskonałą relację jakości podawanego jedzenia i satysfakcji ze spędzonego tu czasu do wysokości końcowego rachunku.

Świetnym pomysłem jest dodatkowa, odrębna karta, w której kelner i goście mogą bezpośrednio przy zamówieniu sprawdzić bezpieczeństwo wybranych potraw pod kątem obecności w nich alergenów, w tym także glutenu (lista alergenów obejmuje kilkanaście pozycji). Niektóre dania w menu można dodatkowo zmodyfikować w kierunku przyrządzenia ich z pominięciem składnika, którego nie chcemy lub nie możemy jeść.

Warto dodać, że podczas naszego krótkiego, nieco ponad tygodniowego pobytu w Madrycie odwiedziliśmy kilka restauracji i w każdej z nich karty dań zawierały m.in. informacje nt. zawartości glutenu (i innych alergenów). Trochę szkoda, że w innych krajach i miejscach praktyka ta nie jest równie powszechna.

OK, przejdźmy do konkretów, czyli: co zjedliśmy i wypiliśmy w Yakitoro w ramach dwóch kolacji.

I. Ceviche z przegrzebków z sokiem z limonki i chilli (5,90 EUR).
Przepyszne, niezwykle delikatne, świeże i orzeźwiające. Smak oceanu w najlepszym możliwym wydaniu, zamknięty w jednym kęsie. Zamówiliśmy dwukrotnie, ale to wciąż zdecydowanie za mało.

IMG_0803

II. Równie świetny okazał się tuńczyk, podobnie jak przegrzebki podany w stylu yakitori, czyli jako zgrabne szaszłyczki. To zmodyfikowane dla nas danie z karty, polecone przez Ewę i dopasowane do potrzeb bezglutów. Więcej szczegółów? Nie pamiętam 🙂 Wiem natomiast, że zdecydowanie warto to zjeść 🙂

Zjesc Madryt_05

III. Krążek z podsmażonego, kleistego ryżu z sosem pomidorowym i jajkiem (4,50 EUR).
Niby nic wielkiego i niby całość mało elegancka, ale jaki smak (!). To danko również zamówiliśmy dwukrotnie. To takie trochę brzydkie kaczątko, ale zarazem cichy bohater Yakitoro. Gdybyśmy jedli w Yaki dziś, znów zaczęlibyśmy wieczór od tego świetnego smakołyku.

IMG_0800

IV. Grillowana wieprzowina ze słodkim musztardowym vinegretem (5,30 EUR).
To klasyczne yakitori. Kolejna rzecz warta grzechu, szczególnie dla wszystkich tych, którzy nie uznają posiłku bez mięsa.

IMG_0805

V. Shitake z wędzonymi, cieniutkimi jak bibuła ścinkami z mięsa tuńczyka Bonito (3,90 EUR).
Niesamowite, ile smaku mogą skrywać takie niepozorne wiórki. Pycha!

IMG_0798

VI. Sałatka z pomidorów, marynowanego imbiru i oliwy extra vergine (4,60 EUR).
To chyba najzwyklejsze danko spośród wszystkich, jakie zjedliśmy w Yakitoro. Pomysł połączenia kojarzących się z Hiszpanią pomidorów oraz imbiru w japońskim stylu świetnie pasuje do konceptu lokalu, ale… trochę zabrakło imbiru! Aż się prosiło, by dać go dużo, DUŻO więcej.

IMG_0799

VII. Patatas bravas (3 EUR) to obowiązkowa klasyka hiszpańskich barów tapas, która zawitała i tutaj. Są tradycje, których trzeba się trzymać 🙂 Fajne, proste i oczywiście uroczo nadziane na patyczki. Patatas bravas zawsze pyszne.

IMG_0801

VIII. Karczoch nadziewany kwaśną śmietaną i pikantnym jogurtem (3,80 EUR).
Lubię karczochy, choć niekoniecznie nadziewane (moja Luba za to uwielbia je w każdej postaci), ale wersja serwowana w Yakitoro okazała się naprawdę smaczna.

IMG_0802

IX. Na koniec godne zwieńczenie całego posiłku, czyli zaskakująco solidna porcja tuńczyka z miso i sosem z yuzu (6,70 EUR), dostosowana do naszych bezglutenowych potrzeb. W przeciwieństwie do tuńczyka serwowanego zwykle w restauracjach, tu podaje się jego część policzkową. Uwielbiam wszelkie postaci policzków, ponieważ to mięso zazwyczaj jest zupełnie inne, i nie inaczej jest w przypadku tuńczyka z Yakitoro – wyraźnie tłustszego, choć jednocześnie delikatnego i pełnego smaku. To jedno z tych dań (obok kleistego ryżu z jajkiem), które mógłbym tu jeść codziennie.

Tak wygląda klasyczna, glutenowa wersja (z tradycyjnym sosem sojowym)…

IMG_0804

…która dla nas została odpowiednio zmodyfikowana (poniżej):

IMG_0806

Spróbowaliśmy również dwu wytrawnych win. Aura sprzyjała białym i obydwa okazały się znakomite – zarówno mocno wytrawne i mineralne L’Equilibrista 2015 (19 EUR za butelkę) z Katalonii, jak i nieco łagodniejsze w smaku Mountain Blanco 2013 z Malagi (20 EUR za butelkę).

IMG_0183

IMG_0807

Miłośnicy piw znajdą tu spory wybór swego ulubionego trunku, także – uwaga – w wersji glutenfree:

Zjesc Madryt_06

Bezglutenowa wersja piwa Mahou (łatwo dostępna również w supermarketach) to produkt ogromnego, największego w Hiszpanii browaru, którego żaden fanatyk craftu nie zaszczyciłby nawet pogardliwym spojrzeniem, ale jak na masówkę to naprawdę całkiem niezły napój. Ale z drugiej strony co ja tam wiem, w końcu z piw najbardziej cenię sobie wino…

I jeszcze to –> ZOBACZ

IMG_0809

Podsumowanie może być tylko jedno: Yakitoro to miejsce, którego podczas pobytu w Madrycie po prostu nie wypada pominąć. To również świetna, sprzyjająca relaksowi i daleka od przedęcia atmosfera, znakomite jedzenie i fachowa, a jednocześnie miła i bezpośrednia obsługa. Nie mam wątpliwości, że jeszcze tu wrócimy. Rezerwujcie, lećcie do Madrytu i sprawdźcie sami.

P.S Ewa, dzięki za wszystko 🙂

IMG_0402