Jako że to pierwszy recenzowany u nas produkt od Zottera, należy się kilka słów wstępu.

Manufaktura czekolady Zotter produkuje wyroby czekoladowe od 1996 r., Josef Zotter uchodzi zaś za jednego z najbardziej renomowanych (a może nawet najbardziej renomowanego?) chocolatier Austrii. W 2006 r. Zotter rozpoczął produkcję własnej czekolady we własnej fabryce – od ziarna kakaowca po tabliczkę (bean to bar).

Zotter tworzy czekolady na bazie organicznych składników, pochodzących z biologicznie kontrolowanych upraw i pozyskiwanych z poszanowaniem zasady fairtrade. Wszystkie produkty Zotter posiadają certyfikat BIO.

Pierwsze skojarzenie, jakie budzi marka Zotter, to prawdziwe bogactwo ręcznie wyrabianych czekolad, w grubo ponad 100 zróżnicowanych liniach smakowych. Jednym z flagowych produktów manufaktury są czekolady nadziewane i o takiej będzie dziś mowa. Nie znaczy to jednak, że Zotter oferuje zwykłe czekolady z aromatycznym czy kolorowym wypełnieniem. Tu czekolada z nadzieniem nie tylko smakołyk, ale i przekaz, żeby nie powiedzieć – ideologia 😉 Niezależnie bowiem od tego, jak bardzo dana tabliczka Zottera przypadnie albo nie przypadnie nam do gustu, trzeba Zotterowi oddać, że marka dba o wzornictwo opakowań. Staranny design etykiet dla wszystkich nadziewanych czekolad, ich za każdym razem inne, oddziałujące na wyobraźnię opisy czy formuła tworzenia list składników poszczególnych receptur, mająca skutecznie zaciekawić konsumenta, są zdecydowanie niecodziennym zjawiskiem i mogą urzec (czyt. sprowadzić na słodkie manowce) nawet odpornych na uroki czekolad.

O czekoladzie

Epokę uwielbienia dla białych czekolad mamy dawno za sobą. W dzieciństwie, owszem, to właśnie biała była obiektem pragnień; gorzka zaś spotykała się z konsekwentną niechęcią, może nawet pogardą. W którymś momencie, na pewno dawno temu, stało się na odwrót – gorzka, o możliwie wysokiej zawartości kakao, zajęła miejsce białej, a ta ostatnia, nawet jeśli nie całkiem wzgardzona, nie mogła liczyć na nic więcej poza konsekwentną obojętnością.

Czy okoliczność, że biały Zotter bardzo przypadł nam do gustu, wynika, przynajmniej po części, z wieloletniej rozłąki z tym łakociem, któremu puryści niejednokrotnie odmawiają przynależności do czekoladowej rodziny? Może tak, może nie, fakt faktem jednak, że recenzowana tu czekolada jest, naszym zdaniem, zdecydowanie warta uwagi – nawet ze strony tych raczej wątpiących.

Nadziewane czekolady Zotter mogą kojarzyć się bardziej z batonem niż czekoladą w klasycznym tabliczkowym wydaniu. Wynika to, po pierwsze, z formy, a po drugie z ich dość specyficznej struktury. Tabliczki są mniejsze, wierzchnia warstwa czekolad nie jest podzielona na kostki, jest natomiast względnie wygładzona, lekko pofałdowana, jak piasek na pustyni. Nadzienie pokrywa stosunkowo cienka warstwa czekolady. Część tabliczek (nie wszystkie), przez dość obfity dodatek nadzienia, jest zdecydowanie bardziej miękka od typowych czekolad, przez co przy łamaniu dzieli się na nieregularne kawałki, z wystającymi z nich, ciągnącymi się składnikami wypełnienia.

Wygląd

Względnie gładka, lekko „falująca” faktura, po przełamaniu lub nadgryzieniu 😉 naszym oczom ukazuje się dwuwarstwowe, różowo-kremowe nadzienie. Odcień czekoladowej powłoki jest o ton, może o dwa ciemniejszy od typowych białych czekolad, bliżej ma do koloru np. lodów waniliowych.

Aromat

Zdecydowanie słodki, ale przyjemny. Bardzo apetyczny, mocno owocowy, z wyraźnymi kwaskowatymi akcentami.

Smak

Tabliczka jest przede wszystkim słodka, co jednak nie powinno dziwić, bo przecież jedną z cech właściwych białym czekoladom jest wysoka zawartość cukru. Z drugiej strony, choć każde z nas zjadło po pół tabliczki, nie zaskutkowało to wcale (mało przyjemnym) zasłodzeniem.

Delikatna, bardzo kremowa, dosłownie rozpływa się w ustach. Tak, brzmi jak tani slogan reklamowy, ale tu wyjątkowo celnie oddaje rzeczywiste doznania z konsumpcji. Nadzienie bardzo smaczne – zdecydowanie słodkie, wyraźnie dominuje w nim cukier, ale z drugiej strony, pewnie przez owocowe akcenty – jest całkiem orzeźwiające. W smaku wyczuwalne zarówno nuty owoców leśnych, jak i kwaśna cytryna. Zdaniem Szymona, smak owoców leśnych dominuje, wysunięty jest na pierwszy plan, cytryna natomiast schowana została w tle; zdaniem żony Szymona, to cytryna została zaznaczona wyraźniej i bardziej zdecydowanie, a akcenty owocowo-leśne (czy, jak chce etykieta – malinowe) pojawiają się w tle, na drugim planie.

Ogólnie rzecz biorąc, więcej niż fajna rzecz, choć raczej nie dla tradycjonalistów. Otwarci na „nowe-czekoladowe” powinni docenić ją w pełni – zarówno to, co na zewnątrz, jak i to, co wewnątrz.

Jeśli o nas chodzi – biały Zotter odniósł sukces. Nie ma co kryć, że biała tabliczka budziła obawy – dlatego wzięta została na pierwszy ogień. Sceptycyzm okazał się jednak zupełnie nieuzasadniony. Kolejne Zottery „wystąpią” tu niebawem, ale już teraz możemy zdradzić, że nasze oczekiwania zawiódł zupełnie inny smak, z pozoru – wydawałoby się – pewniak. Tej dajemy wysoką notę, bo bez dwóch zdań warto dać jej szansę. Interesująca propozycja smakowa, podana w atrakcyjnej wizualnie formie.

Ocena: 85/100

Skład: masło kakaowe, surowy cukier trzcinowy, pełne mleko w proszku, mleko, maliny (7%), syrop glukozowo-fruktozowy, suszone maliny (4%), koncentrat cytrynowy (3%), słodka serwatka w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, sól, wanilia, lecytyna sojowa, proszek cytrynowy. Zawartość masła kakaowego: min. 35%. Może zawierać śladowe ilości orzechów i sezamu.

Producent: Zotter Schokoladen Manufaktur GmbH (Austria)
Gdzie kupić: Sekrety Czekolady
Cena: ok. 17 zł
Waga: 70 g
Opakowanie: papierowa obwoluta, a wewnątrz „złotko”