Wiedeńskie walentynki – restauracje.
Wiedeńskie walentynki
Ostatnio jesteśmy w Wiedniu częściej niż zwykle. Maj, czerwiec, sierpień, październik, a teraz luty – co chwila pojawiają się nowe okazje. Jak było w lutym? Najpierw ciepło i słonecznie, a po kilku dniach rano sypnęło śniegiem, który po południu rozpłynął się w promieniach lutowego słońca. Ogólnie rzecz biorąc, w okolicach walentynkowego weekendu aura pięknie dopisała, a tydzień później zima powróciła do miasta z pełną mocą.
Lot Austrian Airlines na trasie WAW-VIE 13 lutego 2026 obłożony był mniej więcej w ⅕, co jest o tyle ciekawe, że Austrian przez okrągły rok oferuje loty do Wiednia w najlepszych cenach (taniej niż LOT). W kolejnym tygodniu lot powrotny do Wawy był już pełen.
Stolica Austrii to świetne miasto o każdej porze roku, a luty w Wiedniu to jeden z najbardziej klimatycznych miesięcy. Turystów jest wyraźnie mniej, ceny hoteli spadają o 50%, można wreszcie bez tłumów nadrobić kulturalne zaległości (wszystkie muzea i pałace są otwarte), pospacerować wieczorami po pustym mieście, a najfajniejsze restauracje i wine bary pracują pełną parą.
Po raz trzeci zamieszkaliśmy w HiLight Suites Hotel, zlokalizowanym tuż przy Stadtparku. Jego główne atuty to lokalizacja (bezpośrednie sąsiedztwo metra, cicha okolica), serdeczna obsługa, bardzo dobre śniadania i przestronne 40- i 50-metrowe pokoje. Za pokój w lutym (w tym samym standardzie) zapłaciliśmy w HiLight Suites dosłownie o połowę mniej niż w czerwcu i sierpniu, kiedy koszty pobytu są najwyższe. To dodatkowy argument za tym, by odwiedzać Wiedeń również zimą, która stanowi najlepszy moment na komfortowy pobyt w korzystniejszej cenie.
Na wszelki wypadek, wszystkie okołowalentynkowe lutowe rezerwacje (hotel, restauracje) zrobiliśmy jeszcze w sierpniu, choć wydaje się, że aż taka zapobiegliwość nie jest konieczna – wystarczyłoby pewnie zabukować wybrane miejsca do października/listopada. Przykładowo, na początku grudnia 2025 w MAST nie było już wolnych stolików na 14 lutego 2026, choć tego dnia wyjątkowo lokal pracował w systemie dwóch serwisów, tj. od 18:00 do 20:30 oraz od 20:30 do północy. Bilety do muzeów kupiliśmy online w styczniu, miesiąc przed wylotem (Leopold Museum, Mumok, Górny i Dolny Belweder, KHM, etc).
Sprawdź też:
Wiedeńskie walentynki – gdzie warto zjeść
MAST WEINBISTRO (Bib Gourmand, zielona gwiazdka Michelin)
Jedzenie to miłość! Po raz pierwszy w życiu odważyliśmy się wyjść z domu w walentynki i od razu zrobiliśmy to dobrze, szczęście debiutantów. Dekoracje okolicznościowe były w MAST ujmująco nienachalne, a jedynym walentynkowym akcentem okazały się serduszka wycięte z bibuły i rozsypane na stole; na pierwszy rzut oka wyglądały jak płatki róż. Świetnie dobrana muzyka (żadnych miłosnych szlagierów), sześć stolików, kameralna i przytulna atmosfera. Menu było tego dnia jednakowe dla wszystkich, dla nas zmieniony został (bezglutenowo) tylko jeden talerzyk z ósmego zdjęcia poniżej, wspaniała kolacja! A w kieliszkach dawno wyprzedany Christian Tschida Non-Tradition Cabernet Franc 2018, znakomite wino. MAST to wiedeńskie „must eat” o dowolnej porze roku. Tutaj nawet chleb z masłem smakuje wybornie – pieczywo podawane jest gorące, a ultra delikatne i puszyste jak chmurka masło ubijane jest ręcznie z koziego mleka. Recenzję z poprzedniej wizyty znajdziesz w tym wpisie.
MEIEREI im Stadtpark (Bib Gourmand)
Tuż obok trzygwiazdkowej restauracji rodziny Reitbauer (Steirereck) w Stadtparku, znajduje się ich drugi, bardziej codzienny, lokal. Czym tu się zachwycać? Przede wszystkim, podejściem do warzyw (bez zarzutu, wspaniałe!), ale też rybami, dziczyzną, serami. No i winami, kto by się spodziewał Envinate (Migan, blend Listán Negro i Garnacha) z Teneryfy w takim miejscu? Jak na Wiedeń, odważnie. Jedzenie, od pierwszego do ostatniego talerzyka, było znakomite, a cała kolacja byłaby idealna, gdyby nie obsługa, której chyba zanadto imponuje styl francuski. W zupełności wystarczy, że karta Meierei wprost nawiązuje do francuskiego fine diningu (obok dań z karty możemy tu skomponować sobie 5- albo 6-elementowe menu degustacyjne, w którym w każdej kategorii – przystawki/dania główne/desery – mamy dwie opcje do wyboru), a jeżeli chodzi o podejście do klienta, ekipa Meierei mogłaby wziąć przykład z wiedeńskiej gwiazdki Z’SOM i spróbować wrzucić na luz. Tak czy owak, niezależnie od dętego stylu obsługi, warto tu zjeść przynajmniej raz, ponieważ wszystko, co zamówiliśmy, zostało przyrządzone po prostu doskonale.
PS. Meierei – podobnie jak Steirereck – do każdego rachunku, niezależnie od ilości gości, dolicza 10% napiwku, co nie dodaje całemu doświadczeniu uroku.
GASTHAUS ZUM WOHL
Jakie to wszystko jest dobre! Gasthaus zum wohl to prawdopodobnie jedyna restauracja w Wiedniu, która jest w 100% bezglutenowa. Mieliśmy tu przyjść latem na bezglutenowy kaiserschmarrn, ale było za gorąco, więc zaległości nadrobiliśmy teraz, i to z nawiązką, ponieważ na omlecie się nie skończyło. Kaiserschmarrn z sosem jabłkowym to coś, czego raczej żaden bezglut w Wiedniu sobie nie odmówi, a kiedy przejrzeliśmy całą kartę, stało się jasne, że można tu wracać po wielekroć. Zrobiliśmy rezerwację na następny dzień i dzięki temu spróbowaliśmy jeszcze rewelacyjnych szpinakowych knedli z ryżu w sosie pomidorowym (wegańskich i bezglutenowych), znakomitej zupy pomidorowej (czyste pieczone pomidory bez dodatków, ja od lat gotuję taką samą), a zwieńczeniem tego roślinnego obżarstwa był bezglutenowy apfelstrudel, zgodnie z nazwą wypakowany jabłkami i obficie oprószony cukrem pudrem. Jakby tego było mało, są tu także naprawdę dobre wina na kieliszki i 8 czy 10 piw bezglutenowych do wyboru (!). Lokal jest otwarty codziennie do 23:00, co cieszy szczególnie w niedzielne wieczory, gdy wiele wiedeńskich restauracji pozostaje zamkniętych. Zum wohl to wiedeńska perełka, która zadowoli każdego, nie tylko wegan czy bezglutów (Zum wohl podaje również ogromne porcje bezglutenowych wiedeńskich sznycli).
UMAR FISCH am Naschmarkt (Bib Gourmand)
To prawdopodobnie najlepszy adres w Wiedniu dla tych, którzy chcą najeść się ryb i owoców morza. Do tego niemal cała karta jest bezglutenowa, są dobre wina (głównie białe szczepy, zgodnie z morskim motywem przewodnim) i bardzo fajne nietuzinkowe desery, cudownie różne od typowych wiedeńskich ciast i tortów. Lokalizacja na targu ma swoje ograniczenia, więc zimą tuż po otwarciu, przy stolikach wzdłuż okien jest chłodnawo, ale na szczęście nie trwa to długo. Papu pyszne! Na stole: dwa turboty z grilla plus dodatki (grillowane warzywa sezonowe i ziemniaki z masłem), na start sałatka z karczochami i carpaccio z tuńczyka, awokado i pomidorów, a na deser wspaniała karmelizowana mini dynia z bitą śmietaną.
Ogólnie rzecz biorąc, bardzo fajne miejsce, dziwny przebieg miało tylko zamawianie wina. Wybraliśmy butelkę Grünera Veltlinera za 41 EUR. Po chwili, pani przyjmująca zamówienie wróciła z informacją, że wina niestety nie ma i zaproponowała inne za 65 EUR. W związku z tym, poprosiliśmy o Sauv Blanc (42 EUR), a ona – wyraźnie rozczarowana – rzuciła tylko „Oh, the same price!”, zabrała kartę i za chwilę wróciła z wybraną butelką. Może to zimowy deficyt wymusza takie praktyki? 🙂 Latem w Umar Fisch często trudno o wolny stolik, a teraz w porze lunchu w restauracji było ledwie 8 gości.
PS. Toalety Umar Fisch znajdują się na zewnątrz lokalu, po drugiej stronie centralnej alejki Naschmarktu, ale spełniają wszelkie standardy restauracji z Bib Gourmand, a ich jedyna istotna niedogodność to fakt, że zimą zdecydowanie nie jest tam ciepło ;) Dostępne na kody, o które należy zapytać obsługę.
GOTA COFFEE
Powiedzieć, że lubimy tu wracać, to jak nic nie powiedzieć. GOTA to – subiektywnie – najlepsze miejsce na nietradycyjne śniadanie w Wiedniu. Kawiarnia drugi rok z rzędu trafiła do pierwszej 10. stu najlepszych kawiarni świata, a wśród kafejek europejskich zajmuje obecnie 2. miejsce (w ubiegłym roku była 1.). Kawy są tu wspaniałe, a dodatkowo Gota serwuje przepyszne śniadania, których motyw przewodni to prostota i obfitość zieleniny. Na stole: ciecierzyca z batatami i wędzonym tofu w pomidorach na świeżym szpinaku, tosty bez glutenu z jajecznicą i dodatkowym awokado, chleb smażony na maśle i rewelacyjna austriacka kombucha Bootch z hibiskusem i limonką.
W GOTA dwuosobowe stoliki są na tyle małe, że dla własnej wygody najlepiej nie zamawiać jednocześnie jedzenia i kawy (najpierw zamów jedno, a później drugie).
COFFEEWERK
Jeszcze jedna wiedeńska speciality coffee. Bardzo fajna kawiarnia przy Mariahilfer Straße, ze znakomitą kawą i sympatyczną obsługą, która zna się na swoim fachu. Czytaj też: Wiedeńska kawowa alternatywa.
NO PANIC
W NO PANIC królują wysokiej jakości ziarna i jedna metoda hand brew, kalita, a my nie potrzebujemy więcej, żeby tu wracać. Czytaj też: Wiedeńska kawowa alternatywa.
Na koniec trzy muzealne kawiarnie (KHM, Leopold Museum, Belvedere):
CAFÉ IM KUNSTHISTORISCHES MUSEUM WIEN
W samym sercu Kunsthistorisches Museum Wien czyli Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu znajduje się jedna z najbardziej spektakularnych kawiarni w Europie! Pod monumentalną i bogato zdobioną kopułą, wśród marmurowych kolumn i złoconych detali, możesz usiąść przy kawie, herbacie lub winie i poczuć prawdziwą magię Wiednia. By wejść do kawiarni, goście muszą kupić bilet do muzeum (cena przy zakupie online to obecnie 22 EUR). W Café KHM można zarezerwować również stolik na tradycyjne wiedeńskie śniadania (najpóźniej na 11:45) lub czwartkowe obiady. Pełne menu (wytrawne i słodkie) znajdziesz tutaj.
Wiedeńskie Muzeum Historii Sztuki otwarte w 1891 roku prezentuje kolekcję dzieł sztuki (obejmującą pięć tysiącleci – od starożytności po późny barok), które przez wieki gromadziła dynastia Habsburgów, w tym największy na świecie zbiór dzieł Bruegla. Za americano, dzbanek herbaty Earl grey i dwa kieliszki Pinot Noir w wiedeńskim standardzie (równo odmierzone 100 ml) zapłaciliśmy około 35 EUR.
CAFÉ LEOPOLD
Dobra kawa w cenie typowej dla takich kawiarni (2 x Americano = 15 EUR), plus jeszcze lepszy widok na Museumsplatz. Latem raczej nie tracilibyśmy tu czasu, ale zimą przyjmiemy każdą ilość kofeiny. Z bezglutenowych rzeczy można tu zjeść miskę ryżu z dodatkami.
SCHLOSSCAFÉ IM BELVEDERE
To miał być szybki lunch po zwiedzaniu Górnego Belwederu. Akurat zwolnił się jeden stolik. Jedyną bezglutenową opcją w karcie okazała się burrata z dynią i rukolą. Burrata jak burrata, smakowała dobrze, a dynia była zbyt kwaśna, plus było jej zdecydowanie za mało w relacji do ceny (15 EUR za porcję dość bezpłciowej sałatki). Americano jest tu ledwie pijalna, a całe miejsce – najsłabsze ze wszystkich odwiedzonych dotąd w Wiedniu muzealnych kawiarni.
cdn.
























































































FiK --> JEDZENIE. PICIE. PODRÓŻE. Życie nie jest głupią dekoracją na stoliczku nicości. Z życia trzeba korzystać! ZaFiKsuj się! 







