City Cafe w Jarocinie.

Kiedy w Warszawie, Wrocławiu lub innym dużym mieście idziesz do, w założeniu, podążającej za trendami (czyt. hipsterskiej) kawiarni, która w menu ma wszystko – od kompletu kaw parzonych alternatywnie (drip, kalita wave, chemex, aeropress, etc.) plus cascara, przez paletę domowych ciast, po tarty, tosty i gofry – i za 25 lub więcej złotych dostajesz na przykład kawę z chemexa, która jest zaparzona po prostu źle, czujesz się jak zwykle. Rozczarowany, ale i pogodzony z losem, bo przecież ani to pierwszy raz, ani ostatni. Widocznie tak musi być. Poszukasz innego lokalu, jeden na pięć okaże się trafiony, ale do tych nietrafionych też raz na jakiś czas pewnie wrócisz, bo akurat tak się złoży. Bo choć kawa marna, to lokalizacja już lepsza albo po prostu miło się siedzi, a kawę popija wodą starając się ignorować jej smak.

Kiedy natomiast w Jarocinie trafiasz do, również hipsterskiej, kawiarni, gdzie sympatyczna obsługa podaje Ci świetnie zaparzony chemex, za który płacisz 15 złotych, nie możesz się nadziwić, że to się dzieje naprawdę. Tu też – jak w Wawie, Wro i innych podobnych lokalizacjach – kawę podaje przeważnie młodzież, ale dla odmiany z uśmiechem i bez focha (różnica pierwsza). Tak samo, jak gdzie indziej, możesz wybrać sobie ziarna, z których kawy chcesz się napić, ale do wyboru masz coś więcej niż tylko Brazylia (różnica druga). Do tego ceny (różnica trzecia). Nie jest tak, że kawa z chemexa za 25 zł to jakiś wielki dramat. W Warszawie zawsze jest drożej, proste. Na Sao Miguel, w Ponta Delgada za taki sam chemex zapłacisz 36, ale tam to o tyle zrozumiałe, że i chemex i kawa muszą dolecieć na środek Atlantyku. Gorzej, kiedy (za 25) w Warszawie lub Wrocławiu dostajesz coś, co temu z Jarocina (za 15) nie dorasta nawet do pięt, a z taką różnicą mamy tu właśnie do czynienia. Gdzie w Polsce piliśmy najgorzej (jak dotąd) zaparzony chemex? We wrocławskim Gnieździe.

City Cafe w Jarocinie znamy od 11 czy 12 lat, kilka lat temu wspominaliśmy o niej tutaj. Z Żerkowa jest tam blisko, niespełna 15 kilometrów. Bywa, że do CC zaglądamy raz na kilka lat. Bywa, że co kilka tygodni, tak jak w bieżącym roku. Za każdym razem powroty to sama przyjemność. Tym większa, kiedy na miejscu objawiają się niespodzianki typu ziarna specialty i kawy umiejętnie parzone metodą alternatywną. Bardzo lubimy tu przychodzić po całym dniu zwiedzania wielkopolskich zakamarków. Latem umościć się w wewnętrznym ogródku pod otwartym niebiem, jesienią w ciepłym wnętrzu, gdzie goście mają do dyspozycji dwie przytulnie zaaranżowane salki. Zamówić wino plus coś do jedzenia i spędzić tak wieczór aż do zamknięcia, rozmawiając o wszystkim i o niczym.

City Cafe

City Cafe

City Cafe

City Cafe

City Cafe

City Cafe

City Cafe

City Cafe

Więcej plusów?

Po pierwsze, godziny otwarcia. W standardzie od 10:00 do 21:00, w piątki i soboty do 22:00, dzięki czemu można wpaść zarówno na śniadanie przy kawie, jak i na kolację przy winie. Win w karcie nie ma wiele, 8 czy 10, i szkoda, że czerwone wytrawne jest wśród nich tylko jedno, ale przynajmniej dobre. Może by tak dodać więcej? W grupie zawsze raźniej, butelkom też ;-)

Po drugie, kojący spokój, który ogarnia gościa z chwilą przekroczenia progu. Przytulne wnętrze, fotele i kanapy zachęcające, by się w nie zapaść. Z kawą, z książką, z czymkolwiek. Fajne miejsce zarówno do rozmyślań o życiu, pracy online, jak i na randkę czy spotkanie w większej grupie.

Po trzecie, ogródek. Latem cały w kwiatach, wieczorami klimatycznie doświetlony.

Po czwarte, menu. Kawy, herbaty, wina, smoothies i inne koktajle, sałatki, gofry, bajgle, kanapki, tosty, wypiekane na miejscu tarty i ciasta (mój teść próbował już chyba wszystkich…), lody i być może jeszcze więcej innych deserów (ta sekcja w kartach generalnie nas nie interesuje, więc nie wczytujemy się zbyt dokładnie). Świeże sezonowe składniki, fajne i bardzo smaczne zestawienia, a porcje od serca serwowane w apetycznej formie. Ludziki o średnim apetycie najedzą się tu samą sałatką. Nieco bardziej głodni mogą dobrać do sałatki deskę serów i konkretny posiłek mają z głowy. Sprawdzone.

Po piąte, bardzo smaczna kawa. Kiedyś zamawialiśmy tu na zmianę espresso i americano, a odkąd jest chemex – tylko chemex. Nie wiemy, z jakich ziaren parzą espresso i kawy na bazie espresso, wiemy natomiast, że jeśli chodzi o specialty, używają Java Coffee. Wybór kaw jest całkiem niezły, jeśli będziesz mieć okazję, zacznij np. od Tanzanii (zdjęcie poniżej, pierwsza od prawej). Ziarna można też kupić na miejscu (standardowe paczki – 250 g), a ceny są dokładnie takie same jak w Java online.

Po szóste, młoda, uprzejma i uśmiechnięta obsługa, która nawet jeśli czegoś nie wie albo nie jest pewna, dopyta i za chwilę będzie wiedzieć. Nie ma problemu z zapamiętaniem, że w związku z bezglutem dziękujemy za pieczywo, że deska serów ma być bez chleba, albo że nie chcemy w sałatce któregoś składnika.

Bywa, że na realizację zamówienia trzeba trochę zaczekać, przy pełnym obłożeniu czasem warto o sobie przypomnieć, kwestia czasu i tolerancji. My generalnie nie szukamy adresów z obsługą walczącą o medal Demona Szybkości. To nie fast food, liczy się dobre jedzenie. W miejscu takim jak to siedzi się na tyle przyjemnie, że gość i tak nie czuje, że czeka na posiłek.

Po siódme, toaleta, której właściciele lokalu również poświęcili nieco uwagi, przez co nie ma tu tak typowego dla polskich kawiarni i restauracji rozdźwięku między wnętrzem głównych pomieszczeń a wnętrzem toalety.

I po ósme, ceny. Mając na uwadze jakość całokształtu (menu, wnętrze, obsługa, lokalizacja) ceny są po prostu niskie, szczególnie jeśli oceniać je z warszawskiej perspektywy.

Gdybyś w temacie zamówienia chciał/-a podążyć naszym tropem, szczególnie polecamy:

  • sałatkę szkocką (kozi ser, szpinak, gruszka, orzechy włoskie, rukola, parmezan, miodowy vinegrette) – powtarza się na kilku zdjęciach, ponieważ najbardziej odpowiada nam składnikowo i najczęściej ją zamawiamy – jest pełna sera, nie zawiera łososia ani kurczaka,
  • sałatkę wisteria (szynka dojrzewająca, ogórek, oliwki, feta, rukola, roszponka, pomidory, dressing musztardowy),
  • deskę serów z orzechami włoskimi, pestkami dyni i oliwkami,
  • wino Juan Gil (Jumilia, Hiszpania; czerwone wytrawne),
  • kawy i herbaty (duży wybór).

City Cafe

City Cafe

City Cafe

City Cafe

City Cafe

City Cafe

Podsumowując, jarocińska City Cafe to klimatyczna, bardzo sympatyczna kawiarnia z rozbudowanym menu wytrawnym i deserowym. Jest sformatowana tak, że spokojnie mogłaby działać gdzieś na Żoliborzu czy Powiślu, konkurując ze stołeczną ofertą. Za każdym razem, kiedy jesteśmy w okolicy i mamy ochotę zatrzymać się w jakiejś kawiarni albo zjeść lunch czy kolację, to nasz jedyny kierunek. Można szukać innych opcji, pytanie tylko po co?

City Cafe – RACHUNEK

City Cafe w Jarocinie istnieje od 2003 roku. Od 2011 logo CC firmuje dwie kawiarnie, 8 lat temu otwarto bowiem bliźniaczy lokal w oddalonym o ok. 20 km Pleszewie.

Btw, jeżeli mieszkasz w Jarocinie lub okolicach, koniecznie upiecz któryś ze spalonych serników z Kraju Basków z twarogu OSM Jarocin. To twaróg stworzony do tego przepisu :-)

Adresy:

  • City Cafe Jarocin, Gołębia 2 (przy Rynku)
    Czynna codziennie do 21:00, w piątki i soboty do 22:00
  • City Cafe Pleszew, Zamkowa 4
    Czynna codziennie do 21:00, w niedziele do 20:00

City Cafe

City Cafe

City Cafe

City Cafe