Gryzę i połykam to miejsce, które na kulinarnej mapie Warszawy istnieje już blisko rok, jednak zaledwie kilka tygodni przed naszą wizytą lokal wystartował w pewnym sensie na nowo.

Gryze_21

Gryze_17

Wciąż pod starym szyldem, ale ze zmienioną ekipą, w której pojawił się między innymi nowy szef kuchni – Wit Szychowski oraz nowy manager Jacek Malinowski, z odświeżonym menu i całkiem nową koncepcją oraz wizją funkcjonowania lokalu.

Gryze_18

Entuzjazm teamu i jego dość bezpośrednie podejście do klienta rzuca się w oczy od pierwszej chwili i pozostaje tylko mieć nadzieję, że w przyszłości nic się w tym temacie nie zmieni.

Gryze_07

Do Gryzę i połykam wybraliśmy się w samym środku prawdziwie upalnego lata, nastawiliśmy się więc na dania stosunkowo lekkie, ale jednocześnie sycące. Spróbowaliśmy razem czterech pozycji z menu (po jednej porcji na 2 osoby), a końcowe wnioski są efektem naszych wspólnych spostrzeżeń.

Zupą dnia okazał się chłodnik z ogórka (10 zł), który w ten upalny sierpniowy piątek był wyborem jak najbardziej trafnym i oczywistym.

Gryze_02

Zupa podana została w sporej miseczce i – co od razu zwracało uwagę, a jak się później okazało, miało dotyczyć wszystkich skonsumowanych przez nas potraw – prezentowała się naprawdę efektownie. Chłodnik przygotowany został na bazie naturalnego jogurtu i maślanki ze sporą ilością koperku, czyli dokładnie tak, jak lubię. Co więcej, szef kuchni nie przesadził z czosnkiem, poprzestając tylko na jego lekkiej nucie. To ważne, bo niejednokrotnie miałem okazję jeść chłodniki, w których czosnek, mniej lub bardziej zgodnie z zamierzeniem kucharza, dominował w smaku zupy, a moim zdaniem zdecydowanie nie o to w chłodniku chodzi; zwłaszcza, jeśli tego rodzaju danie ma być lekkie i orzeźwiające. Taki był właśnie ten chłodnik z ogórka,  co dodatkowo dobrze podkreślił nieznaczny dodatek czerwonych porzeczek. Połączenie to sprawdziło się doskonale, podobnie jak uprażone płatki migdałowe i niewielka ilość oliwy, dopełniające całości.

Bagietka to, w wersji Gryzę i połykam, propozycja dla raczej głodnych klientów.

Gryze_03

Gryze_04

Gryze_05

Porcja jest całkiem solidna, a jakby tego było mało, do każdej kanapki serwowane są dodatkowo pieczone ziemniaki w mundurkach (z takim, bardzo węglowodanowym połączeniem, spotkałem się po raz pierwszy) oraz sos czosnkowy. Sosu nie próbowałem. Podobne białe sosy wolę przygotowywać samemu, ponieważ mam wtedy pewność, że nie zaatakuje mnie znienacka na przykład majonez, którego konsekwentnie unikam. Wracając jednak do bagietki, wybraliśmy wersję z grillowanym bakłażanem, mozzarellą, pomidorem i autorskim pesto (19 zł). Zaczynając od końca, pod pojęciem „autorskie” kryje się nie tylko pesto przygotowane na miejscu przez szefa kuchni (co w końcu wcale nie powinno dziwić), ale także jego receptura, która nieco ucieka od tej uznawanej za klasyczną. Pesto w tej wersji powstało nie tylko z bazylii, ale z mieszanki różnych zielenin – w tym pietruszki, a nawet rukoli. Orzeszki piniowe także poszły w odstawkę, co szczerze mówiąc, nieszczególnie mnie zaskoczyło. Każdy, kto przygotowywał pesto w domu (i nie odczuwa potrzeby kurczowego trzymania się receptur) wie, że ten nieprzyzwoicie drogi w naszym kraju specjał wcale nie jest niezbędny i może z powodzeniem zostać zastąpiony – tak jak w Gryzę – innymi orzechami, a nawet pestkami słonecznika. Pesto więc zdecydowanie na plus, na plus również świetne grillowane bakłażany, przygotowane w odpowiedni sposób. Wystarczy kilkakrotnie otrzymać w tym czy innym lokalu ociekające tłuszczem, rozmiękłe, paskudne i całkiem nieapetyczne bakłażany, by docenić ten – wydawałoby się – drobiazg.

Sałata z kozim serem, słodkimi burakami i filetami pomarańczy (26 zł). Tak brzmi oficjalna, pełna nazwa sałatki, którą wybraliśmy, i która na talerzu prezentowała się naprawdę okazale.

Gryze_08

Gryze_12

Tu i tam maliny, rodzynki moczone w winie z dodatkiem cukru i – ponownie, przez nas zawsze witane z otwartymi ramionami – porzeczki. Idealnie miękki, gotowany i marynowany burak, trochę zielonych liści, a całość zwieńczona serem na ciepło, który – jak na kozi ser przystało – był lekko twarożkowy wewnątrz i bardziej pleśniowy na zewnątrz. Co ciekawe, choć sałatka jest – jeśli można tak powiedzieć – soczysta, okazało się, że nie ma w niej oliwy (ja, jako od oliwy uzależniony, pewnie bym ją dodał), wystarczyły bowiem w zupełności naturalne soki z dodanych do niej składników. Naprawdę fajna rzecz.

Ostatnim daniem, wybranym z kategorii ‚dania  główne’, były warzywa korzeniowe grillowane w ziołach ze szpinakiem i płatkami parmezanu (23 zł).

Gryze_09

Gryze_11

Gryze_10

Uprzednio ugotowane, grillowane młode i zgrabne marchewki, pietruszki oraz seler miały idealną miękkość i konsystencję. W potrawie znalazły się też ziemniaczki (tak, to bracia bliźniacy bagietkowych towarzyszy), bakłażan (tu z kolei skojarzenie z bagietką, co nie jest zarzutem, był bowiem tak samo dobry), czosnek i płatki migdałowe. Do tego przybranie z uduszonego szpinaku i tytułowe (sporych rozmiarów) płatki parmezanu. Ponownie strzał w dziesiątkę.

Wizytę zakończyliśmy kawą.

Gryze_16

Gryze_27

Musiało obyć się bez deseru, bo choć każdą porcję dzieliliśmy na pół, najedliśmy się więcej niż bardzo. Kawa w Gryzę (u nas: aromatyczne espresso oraz duża latte) również spełnia oczekiwania. Espresso jest świetne – aromatyczne, idealnie wyważone, bez dominujących kwaśnych czy gorzkawych nut. Latte jak to latte – duża, mleczna, umiarkowanie kofeinowa, bo to przecież tak naprawdę nie kawa, a tylko napój kawowy. O tym, gdzie lokal zaopatruje się w kawę i o paru innych kawowych ciekawostkach możecie dowiedzieć się więcej na miejscu (btw, drip i chemex są w ofercie). Nam, przez sposób, w jaki w Gryzę i połykam podchodzi się do kawowego tematu, miejsce to skojarzyło się z berlińskim barem kawowym NO FIRE NO GLORY.
Kawa to pasja; kto nie pije, ten nie zrozumie 😉

Nie chcieliśmy deseru, więc do kawy dostaliśmy po małym rogaliku – jeden miał nadzienie czekoladowe, drugi – owocowe.

Gryze_14

Gryze_15

Gryzę i połykam z ulicy wygląda może nieco niepozornie, tym bardziej, że część wczesnopopołudniowego menu stanowią zestawy lunchowe (20 zł), przygotowywane z myślą o pracownikach okolicznych biurowców, które raczej nie kojarzą się ze szczególnie wyszukaną kuchnią. Nie warto jednak dać się zwieść pozorom. Wszystkie dania z menu, których spróbowaliśmy, okazały się bowiem nie tylko bardzo smaczne, ale charakteryzowały się również bardzo dobrym stosunkiem jakości do ceny. I to biorąc pod uwagę nie tylko smak, ale też wielkość porcji oraz, co równie ważne, prezencję. Wygląd dania ma niebagatelne znaczenie i muszę przyznać, że sposób serwowania potraw, które mieliśmy okazję konsumować, bardzo pozytywnie nas zaskoczył i budził skojarzenia z raczej droższymi lokalami. Potwierdzają to zresztą wpisy czytelników FiK pod zdjęciem jednego z dań z Gryzę i połykam, umieszczonym jakiś czas temu na naszym FANPAGE.

Gryze_31

Gryze_28

Gryze_20

Warto również podkreślić, że w Gryzę nie przesadza się z dekoracją potraw przy użyciu glassy balsamicznej, co jest zjawiskiem dość powszechnym, a moim zdaniem stanowi tylko zbędną i mało efektowną hojność kucharza. Ponadto, co dla mnie jest bardzo istotne, szef kuchni Gryzę i połykam przywiązuje wagę do tego, by używane w kuchni produkty były świeże i sezonowe. Widać to choćby w wykorzystaniu takich składników jak porzeczki, maliny, czy młoda marchew i pietruszka.

Gryze_25

Gryze_30

Krótko mówiąc, jest prosto, ale elegancko – szef kuchni znalazł na to złoty środek i mam nadzieję, że intuicja w przyszłości również go nie zawiedzie. Choć moja malkontencka dusza często daje o sobie znać, tym razem naprawdę nie mam do czego się przyczepić. Także dlatego, że praktykowany w Gryzę sposób przyrządzania posiłków jest mi bliski – sam gotuję w podobny sposób.

Gryzę i połykam to świetna propozycja na szybki, smaczny i niedrogi posiłek, a przy okazji fajna alternatywa dla tak popularnych w ostatnim czasie (a dla mnie zupełnie nieakceptowalnych) burgerowni. Polecam!

Gryze_19

Aktualne menu poniżej:

menu

Gryzę i połykam
ul. Jasna 10, 00-013 Warszawa
Godziny otwarcia: od 9.00 do ostatniego gościa
Wnętrze: przyjemnie niezobowiązujące i wyluzowane, stoliki w środku i na zewnątrz

[Wszystkie zdjęcia made by Canon Powershot N, którego recenzja niebawem pojawi się na blogu]

PS. W GiP można dostać też bardzo smaczny krem z czekolady i śliwek, wytwarzany na miejscu. Pakowany w małe słoiczki, na szczęście 😉

Gryze_22

Gryze_23

Gryze_32