Warzywa kocham i rozumiem, warzyw nie jeść nie umiem.

Ludzie często pytają, jak jeść więcej warzyw i owoców. Ja pytanie odwracam – jak można ich nie jeść? Bez zieleniny przepadłbym marnie; moja zielonolubna połowica tym bardziej.

Warzywa

Warzywa jadłem od zawsze, ale w którymś momencie – na długo przed założeniem bloga – stały się dla mnie czymś więcej niż tylko składnikami potraw. Przestały być dodatkiem. Zdałem sobie sprawę, że to fundament mojego gotowania. Baza i podstawa właściwie każdego posiłku. Takie potrawy jak warzywne gulaszecaponata czy ratatouille nigdy nie są u mnie dodatkiem do mięsa, ryżu czy makaronu. To za każdym razem samodzielne dania, którymi naprawdę można się najeść. I to bardzo.

Kiedy pojawia się jakieś sezonowe warzywo, powiedzmy pomidor, dynia, cukinia, kalarepa czy ziemniak, nie zastanawiam się, z czym go podać, ale jak go przyrządzić – ponieważ ma być głównym motywem potrawy, od przystawki czy sałatki po danie główne. Pomysł na przepis buduję na warzywach lub owocach, czasem łącząc je z innymi składnikami, ale zawsze warzywo to podstawa, punkt wyjścia do każdego pomysłu.

Efekt jest taki, że kiedy trafiam na oficjalne zalecenia żywieniowe (np. WHO), z których wynika, że dzienna zalecana porcja zieleniny to na przykład 400 g warzyw i owoców, zastanawiam się, kto to tworzy i do kogo zwraca się z takim przekazem? Tak samo zresztą dziwią mnie trochę rady dietetyków, którzy w planach żywieniowych dla swoich klientów/pacjentów zalecają np. 1-2 plasterki pomidora do śniadania czy kolacji.

Nie lepiej zjeść po prostu cały pomidor zamiast wydzielać go sobie na plasterki? To akurat jeden z tych produktów, których nie trzeba sobie limitować. Mały pomidor to ledwie 200 g, duży spokojnie przekroczy 500 g. Dla tych, którzy muszą się zmuszać, zjedzenie całego pomidora byłoby może najlepszą okazją do tego, żeby już przy śniadaniu wyrobić dzienną roślinną normę i mieć tę traumę z głowy do następnego ranka 😉 A tak poważnie, sezonowe warzywa i owoce dobrej jakości są tak zajebiście smaczne i można z nich przygotować tak wiele doskonałych potraw, że po prostu żal ich nie jeść.

Warzywa

Warzywa

Zakupy

Zawsze, kiedy jadę na zakupy, czy to do gospodarstwa Majlertów, czy na targ pod Mirowską, mam pracowicie skomponowaną listę rzeczy, których będę potrzebować do gotowania w ciągu najbliższego tygodnia. Po co? Po to, żeby nie zwariować, nie kupować wszystkiego, co wpadnie mi w oko, bo super by było coś z tego zrobić albo ciekawe, jak smakuje, więc poproszę kilogram. Tyle w teorii, w praktyce silną wolę zwykle trafia szlag i w efekcie przywożę do domu wszystkiego więcej niż nakazywałby zdrowy rozsądek. W rezultacie, zieleniny są zawsze produktami pierwszego wyboru. Skoro już kupione i przywiezione do domu, nie może się przecież zmarnować. Trzeba jeść! 🙂

Warzywa

Mięso

To między innymi dlatego mięso coraz bardziej znika z naszego jadłospisu. Jedzenia można zjeść określoną ilość, a mięsem można najeść się łatwo i na długo, co powoduje, że trudno jeść jednocześnie dużo warzyw. Tak jakoś jest, że nasz apetyt na warzywa tylko rośnie, więc zielenina wypiera mięso. Czasem jakieś przyrządzę (jak często, widać na blogu), trochę częściej dorzucę do warzyw szynkę dojrzewającą. Ostatnimi czasy jem mięso właściwie już tylko na urlopach, kiedy w którejś z restauracji trafi się jakieś ciekawe mięsne danie (jak np. w Cagliari czy Tallinie). Moja żona mięso je jeszcze rzadziej. Raz-dwa razy w roku to już właściwie wegetarianizm 😉 Ostały się jajka, sery i ryby, więc weganizm na razie nam nie grozi, ale rośliny to podstawa.

Nie jesteśmy normalni – wielu z Was pewnie już dawno to zauważyło 😉 – dlatego nie trzymamy ani nigdy nie trzymaliśmy w domu żadnych pochowanych po kątach przypadkowych przekąsek. Nie ma chipsów, ciastek, chrupek, paluszków, grisini, cukierków i tak dalej. Przejście na bezglut kilka lat temu nic tu nie zmieniło. Jedyna „przegryzka” inna niż warzywa i owoce, która zawsze musi być w domu, to naturalne niesolone orzechy (poza ziemnymi) i owoce suszone (to najlepsze naturalne cukierki, szczególnie daktyle Medjool), czyli znów rośliny. Jeżeli ktoś chciałby namierzyć nasze stoisko pod Halą Mirowską, wystarczy, że zapyta, czy kupuje tu FiK. Co piątek na bakaliowym straganie odbieramy hurtowe ilości towaru. Kto je mięso raz na ruski rok, musi czerpać białko z innych źródeł. Relatywnie i tak wychodzi taniej. Orzechy bogate są też w zdrowe wielonienasycone tłuszcze. Wywierają dobroczynny wpływ na pracę mózgu i układ krążenia. Samo dobro 🙂

Warzywa

Jak tak można?

Część rodziny i naszych znajomych, którzy śledzą publikacje i przepisy pojawiające się na stronie nie kryje zdziwienia, jak to możliwe, że jemy tyle zieleniny (!). A ja mam inne wyzwanie – jak skomponować posiłki w taki sposób, by móc zjeść te wszystkie rośliny, na które mamy nieustanną ochotę i jednocześnie nie cierpieć z przejedzenia. Ciągle pojawia się coś, czym można cieszyć się tylko przez chwilę i czym chciałoby się najeść w pewnym sensie na zapas, bo sezon za chwilę się skończy. W rezultacie, warzywa i owoce jemy przez cały dzień – na śniadanie, w pracy, na późny obiad czy kolację i pomiędzy posiłkami.

Warzywa wymieniam na pierwszym miejscu, ponieważ to podstawa. Owoce kupujemy często i zawsze mamy jakieś w domu, ale staramy się nie przesadzać z ilością. Są fajne, niesamowicie smaczne, cholernie fotogeniczne 🙂 i chciałoby się spałaszować ich każdą ilość, ale to przecież prawie sama fruktoza (czyli cukry), więc warto zachować umiar i kontrolować zjadane ilości.

Powinno się traktować je jak deser i my tak je traktujemy. Fruktoza zawarta w owocach też jest tucząca, dlatego ich nadmierne spożycie może skutkować odkładaniem się zbędnej tkanki tłuszczowej. To dlatego całkiem wykluczyliśmy banany, a np. winogrona czy słodkie pomarańczowe brzoskwinie, nektarynki, etc. ograniczamy do minimum (pojawiają się tylko wtedy, kiedy używam ich w jakimś przepisie, do jedzenia ot tak przestaliśmy je kupować dawno temu). Od tego sezonu na topie są za to liście winogron – pełne witamin i co najważniejsze bez cukru. Każdy ma jakąś słabość, więc wyjątek stanowią świeże figi. Sezon jest krótki, a skoro nie jemy słodyczy i trzymamy się z dala od cukierni nie ma powodu ich sobie odmawiać, chociaż to sam cukier do kwadratu. Ale za to jaki dobry 😀

Warzywo

W praktyce wygląda to tak:

Na śniadanie…

…w tygodniu, kiedy nie mam czasu na przyrządzanie fajniejszych i bardziej czasochłonnych posiłków najczęściej jemy czyste omlety (bez mąki) lub jajka sadzone, czasem jajecznicę, a do nich w zależności od sezonu szparagi, sałaty (rukola, roszponka, endywia), pomidory albo (w zimie) proste sałatki z cykorią. W przerwach pomiędzy omletami – twarogi (najczęściej z koziego lub owczego mleka), sery dojrzewające lub pleśniowe i sezonowe owoce. Albo ser z awokado lub awokado z jajkiem. W zimniejsze miesiące od czasu do czasu pojawiają się też gryczanki, komosanki, lub jaglanki z sezonowymi owocami, czasem owsianki (np. klasyczne / pieczone / bez gotowania), a latem zimne smoothie bowls z bakaliami (np. suszone wiśnie, chia, goji, miechunka, siemię lniane, orzechy, migdały) albo po prostu same owoce (najczęściej wiśnie, borówki) lub owoce z jogurtem bez cukru. I tyle.

Warzywa

Gryczanka

W pracy

O tym, co jemy w pracy i co trafia do naszych lunchboxów, możesz przeczytać we wpisach o tym, czym wypełniać lunchboxy dla niej i dla niego. Przez prawie 20 lat pracy w różnych firmach nigdy nie zamówiliśmy jedzenia na wynos czy w lunchowni. Taki nawyk, wyniesiony z domu i uzasadniony a) przywiązaniem do jedzenia dobrej jakości oraz b) brakiem zaufania do tego, co serwują w takich miejscach. Po kilku próbach jedzenia „na mieście” okupionych fatalnym samopoczuciem szybko stało się jasne, że nie opłaca się chodzić na skróty i liczyć na to, że jedzenie z pudełka to cokolwiek do rzeczy. Z tej samej przyczyny na blogu jest tak mało recenzji restauracji – jemy głównie w domu.

Lepiej poświęcić chwilę w domowej kuchni, przygotować coś prostego, zapakować do boxa i mieć problem z głowy. Wystarczy kasza (gryczana, jaglana, quinoa), do tego warzywa, kawałek sera lub wędzonej ryby i masz gotowy lunch, po którym się nie rozchorujesz. Warto też mieć zawsze przy sobie owoc odporny na podróże – na przykład jabłko lub małą porcję orzechów na kryzys głodowy w pracy lub w mieście, kiedy nie masz czasu zjeść niczego innego. Takie mini pudełko, a w nim mix orzechów (nie zmieści się tam więcej niż 50 gramów) wrzucasz do torby lub plecaka i przypominasz sobie o nim, kiedy jest potrzeba.

Warzywa

Późny obiad w domu

Po powrocie do domu najczęściej szykuję sałatki – szczególnie, kiedy jest ciepło lub gdy nie mam czasu na nic więcej. Jeśli jesteśmy głodni, dodatkiem do sałatki jest ser lub ryba. Druga najczęstsza opcja to duszone lub pieczone warzywa – kiedy jest potrzeba rozgrzać się czymś na gorąco.

Przed treningiem – wbrew regułom, czyli żaden ryż i kurczaki; zamiast tego ser, orzechy, coś zielonego. Samo jedzenie warzyw czy odstawienie cukru i słodyczy nie wystarczy. Bezruch jest wbrew naturze ludzkiej, dlatego przynajmniej 2-3 razy w tygodniu powinno się ruszyć dupsko i poćwiczyć czy pobiegać przynajmniej godzinę. Uczciwie, bez ściemy, bes szukania wymówek i udawania przed sobą samym. Kiedyś człowiek musiał się natrudzić, by zdobyć jedzenie (wyhodować, upolować, oporządzić). Dziś wszystko jest podstawione pod nos, wystarczy tylko sięgnąć. Dobra forma nie spłynie z nieba jak łaska pańska. Trzeba sobie na nią zapracować.

Warzywa

Za dużo wyszło

Na koniec jeszcze jedna kwestia. Często odbieram e-maile i wiadomości z pytaniami, czasem nawet z pretensjami, o to że ktoś zrobił np. sałatkę czy duszone warzywa i Super wyszło, ale proporcje przesadzone, bo mam teraz górę zieleniny, a rodzina zjadła tylko połowę. Następnym razem zrobię z połowy porcji. Wyjaśniam, w czym rzecz. Wszystko przez to, że w naszym domu dania warzywne to podstawa codziennego menu. Tymczasem potrawy roślinne, które przyrządzam jako główny posiłek, przez Was dość często przygotowywane są jako dodatek np. do obiadu. Wziąłem sobie te reklamacje do serca dość dawno temu i obecnie przepisy staram się opisywać inaczej. Nawet jeśli któreś bardzo warzywne danie u mnie jest głównym posiłkiem przeznaczonym dla 2 osób, w opisie staram się wskazywać, że to porcja dla 4 czy nawet 6 osób, ponieważ wiem, że może to zostać potraktowane jako uzupełnienie np. mięsa czy ryby.

Czytaj też: Życie na bezglucie – czy warto przejść na dietę bezglutenową?

#slowfood #slowlife #eatgreen #plantbasedfood