Dziś słów kilka o tradycyjnym toskańskim cieście, czy może raczej piernikowym placku (panforte). Bardzo aromatycznym i pełnym bakalii.

Słodka Manufaktura Leona to zlokalizowana w Wodzisławiu Śląskim firma z tradycjami, której początki sięgają 1917 roku. Więcej o historii Manufaktury oraz wartościach, które legły u jej podstaw, i którym do dziś hołdują jej spadkobiercy, możecie przeczytać TUTAJ.

Choć Słodka Manufaktura Leona nazwała swój wypiek nie panforte, a Ciasto di Siena, skojarzenie z toskańskim panforte pojawia się od razu. Panforte to tradycyjny włoski przysmak pełen miodu, czekolady i bakalii. Jego historia sięga XIII-wiecznej Toskanii. Według kronik z 1205 roku, mnisi i zakonnice w lokalnych klasztorach tak wysoko cenili sobie ten słodki skarb, że opłatę podatkową w Sienie pobierali właśnie w formie rzeczonego ciasta. Niektórzy twierdzą, że prawdziwy panforte, upieczony zgodnie z tradycyjną recepturą, winien zawierać 17 różnych składników, których liczba ma odpowiadać 17 dzielnicom (contrade), istniejącym w obrębie murów miejskich średniowiecznej Sieny. Ciasto di Siena w wydaniu Słodkiej Manufaktury Leona składników liczy sobie 14, do ideału ma zatem całkiem blisko.

Panforte oznacza dosłownie ‚silny chleb’, co stanowić ma nawiązanie do jego pikantnego smaku. Źródła podają, że pierwotnie panforte zwano „panpepato” (tj. pieprzny chleb), ze względu na znaczący udział pieprzu w składzie tego wypieku.

Opakowanie, tj. pudełko, w które Manufaktura Leona pakuje każdy panforte, wróży więcej niż dobrze. Zgrabny kartonik, utrzymany w tonacji sepii, stylizowany na wzór opakowań z okresu międzywojnia, przywodzi na myśl łakocie z dawnych lat.

Ciasto di Siena pachnie fantastycznie – kardamonem, cynamonem, gałką muszkatołową. Już sam mocny, korzenno-pomarańczowy aromat wystarczy, by dać się zauroczyć. Placek sam w sobie wygląda dość osobliwie – jest nieduży, ciemnobrązowy, okrągły, dość płaski i  nafaszerowany bakaliami. W przekroju widać mnóstwo orzechów i suszonych owoców.

Ciasto, które ukazuje się naszym oczom po rozpakowaniu, tj. w całości, wygląda tak:

Sprawia wrażenie twardego i suchego, kroi się je jednak zaskakująco łatwo – orzechy poddają się ostrzu noża idealnie, nie wyłuskują się z ciasta, które bez trudu można pociąć na cienkie plastry albo małe trójkąty.

Ciasto podzielone na plastry lub trójkąty jest zwarte, a zarazem miękkie i lekko wilgotne – w czym przypomina nasz rodzimy piernik. Aromat i smak ciasta również budzi piernikowe skojarzenia – przez dodatek miodu i bakalii oraz mocny zapach pomarańczy i korzennych przypraw. Placek jest dosłownie nafaszerowany orzechami, skórką pomarańczową i suszonymi owocami, a jednocześnie pozostaje umiarkowanie słodki. Świetnie smakuje z filiżanką dobrej, czarnej kawy, która odpowiednio podkreśla bogactwo zawartych w nim aromatów, a także z winem. Niezależnie od tego, co sugerowaliby tu znawcy łączenia win i ciast, moim zdaniem najlepiej skomponuje się z panforte dobre, czerwone wytrawne (i ewentualnie półwytrawne) wino.

Jak pewnie niejeden/niejedna z Was, miałem okazję próbować tylko tych włoskich panforte, które można nabyć w polskich delikatesach. Zakładam, że były to produkty wytwarzane metodami znacznie bardziej ‚uprzemysłowionymi’ aniżeli ta, która praktykowana jest w Manufakturze Leona; mimo to pokuszę się jednak o krótkie porównanie. Panforte z delikatesów był przede wszystkim znacznie słodszy, wręcz przesłodzony, a przez to… mulący. Był także zbyt twardy – także po podzieleniu go na porcje. Panforte Leona jest z jednej strony zwarty i solidny, z drugiej – z łatwością da się go podzielić na pożądane porcje (jak kto woli – w plastry lub trójkąty). Orzechy – jak na pieczone przystało – są miękkie, przyjemnie, lekko oleiste i łatwo poddają się ostrzu noża. Z delikatesowym panforte przy porcjowaniu trzeba było nieco powalczyć. Pod względem uroku i intensywności aromatu, ciasto Leona jest bezkonkurencyjne. Generalnie, dziś – mając świadomość różnic pomiędzy obydwoma wypiekami – po ciasto z delikatesów na pewno bym nie sięgnął, nawet jeśli to delikatesowa wersja miałaby być bliższa autentycznemu włoskiemu panforte.

Ciasto di Siena waży 200 g, ale jego struktura i bogactwo składników oraz sposób serwowania sprawia, że jest bardzo wydajne. Nasze panforte otwarte zostało 2 tygodnie temu, a do wykorzystania wciąż mamy 1/3 placka. Ciasto jest sycące, w związku z czym konsumpcja w małych porcjach jest zdecydowanie wskazana.

Manufakturowy sklep przekonuje do Ciasta di Siena tak: ‚Castagneto Carducci, cyprysy, gaje oliwne, upalne wieczory przy winie, szalone cykady…ech jak zatrzymać te cudne wspomnienia? Podam Wam mój sposób – zamknijcie oczy i skosztujcie tego ciasta – a Wasza wyobraźnia przeniesie Was w samo serce Toskanii’. Kto nie chciałby przenieść się w samo serce Toskanii, zwłaszcza w samym środku pozbawionego słońca, zimnego, polskiego grudnia? Jak tego dokonać? Na początek, skuście się na wodzisławski panforte 😉

Nie jestem szczególnie ciastożerny, a mimo to panforte ze Słodkiej Manufaktury Leona bez trudu mnie przekonał; nie tylko dlatego, że jednym z jego składników jest czekolada (zapewne z łódzkiej fabryki) Barry Callebaut 😉 Ciasto di Siena to smakołyk godny polecenia – zarówno jako element bożonarodzeniowego ucztowania, jak i np. jako pomysł na słodki prezent.

Skład: kandyzowana skórka pomarańczy, daktyle, figi, czekolada belgijska (Barry Callebaut) 73%, migdały, orzechy włoskie, cukier trzcinowy, miód, laska wanilii, cynamon, kardamon, gałka muszkatołowa, imbir, mąka pszenna.

Dodatkowo, Słodka Manufaktura Leona ostrzega, że ‚pomimo całej staranności, jaką wkładamy w dobór składników, w cieście mogą występować drobne fragmenty łupin orzechów włoskich’. W egzemplarzu, który trafił do nas, orzechowych łupin nie stwierdzono.

Niebawem kolejny wpis o drugim pudełku z paczki, tj. o truflach śliwkowych z Manufaktury Leona:

Waga: 200 g
Opakowanie: kremowy papier i ładny stylizowany kartonik w sepii
Cena: 21 zł
Producent: Słodka Manufaktura Leona, Wodzisław Śląski
Kontakt: słodkamanufakturaleona@gmail.com