Zmora Azorów? Turyści.

Polecieliśmy na Azory z miłości do natury. I ze zmęczenia miastem. Dla niezwykłej przyrody, dla zieleni tak soczystej, jaką dotąd oglądaliśmy chyba tylko w Kraju Basków, dla czystego powietrza i po prostu połazić po wulkanicznych masywach, które są wręcz wymarzonym miejscem do trekkingu. Pomijając kilka pierwszych dni na chillout w Ponta Delgada w ramach zasłużonego odpoczynku od pracy, 10 całkiem aktywnych dni przeznaczonych na szlaki na Sao Miguel przełożyło się na nieskończone ilości przepięknych widoków i 200 km w nogach. Niestety, szybko do nas dotarło, że nie wszyscy odwiedzający Azory doceniają i szanują to, czym ten zielony portugalski archipelag przyciąga turystów z całego świata na środek Atlantyku. A powinni traktować je jak jeden wielki park narodowy, bo tym w istocie jest.

Zmora Azorów

Zmora Azorów

Słyszeliście pewnie o Wyspach Kokosowych (Cocos Keeling Islands)? To dwa atole koralowe na Oceanie Indyjskim, które obecnie stanowią terytorium zależne Australii. Ostatnio zrobiło się o nich głośno za sprawą ton plastiku, pod którymi znikają. Policzono, że znajdujący się na wyspach plastik (na powierzchni i do 10 cm pod powierzchnią ziemi), na który składają się głównie klasyczne turystyczne gadżety takie jak klapki czy szczoteczki do zębów, waży łącznie 238 ton (!). Gdyby licząca ok. 600 osób populacja Cocos Islands miała wytworzyć taką ilość odpadów samodzielnie, zajęłoby jej to co najmniej 4000 lat. Przerażające? Owszem. Czy kogokolwiek to otrzeźwi? Oby. Nadzieja umiera ostatnia.

Azory, jak każdy region stanowiący popularny kierunek urlopowy, dla którego turystyka stanowi jedno z głównych źródeł dochodu, borykają się z problemem, który w skali światowej wydaje się nie do rozwiązania. Ten problem to śmieci. Lokalna administracja jest świadoma problemu, ale wydaje się, że komunikatów o zakazie śmiecenia i ostrzeżeń o grożących za nie grzywnach jest za mało, a egzekwowanie przestrzegania zakazów kuleje.

Zmora Azorów

Dla jasności, póki co Azorom daleko jeszcze (na szczęście) do takiego poziomu zaśmiecenia, jaki osiągnięto już na Sycylii czy nawet na Sardynii, o Azji nie wspominając, ale nie trzeba specjalnie się starać, by trafić tam do miejsc, w których obecność śmieci zadziwia, a ich pochodzenie nie budzi wątpliwości.

Przykład 1: Miradouro de Santa Iria

Miradouro de Santa Iria (Ribeira Grande) to punkt widokowy na Sao Miguel, który wiele osób uważa za najpiękniejszy na wyspie. Naszym TOP 1 jest akurat nie ten, a inny, ale o tym w innym wpisie. Z Santa Iria rozpościera się wspaniała, niezwykle szeroka panorama (na grubo ponad 180 stopni). Widok dosłownie zapiera dech w piersiach – soczysta zieleń wyspy wspaniale kontrastuje z granatową głębią Atlantyku i jasnobłękitnym albo stalowoszarym niebem, w zależności od tego, w jaki sposób aura postanowi uatrakcyjnić Wam podziwianie widoków. Co zatem jest nie tak? Ano to, że punkt widokowy częściowo okala coś na kształt małej fosy, a jej dno upstrzone jest opróżnionymi puszkami i butelkami po napojach, zarówno szklanymi, jak i plastikowymi (szkło – jak widać – przed głupotą nijak nie chroni). Fosa wygląda tak, jakby niektórzy przyjezdni urządzali tu sobie pikniki z okazji wschodów czy zachodów słońca. Są i inne śmieci – opakowania po batonach i im podobnych przekąskach, torby po chipsach i wszystko to, co turyści postanowią po sobie zostawić. Widok tak bezczelnie zasyfionego miejsca na zielonej wyspie, które w założeniu miało służyć niczym niezmąconemu kontemplowaniu wyjątkowej urody panoramy jest przede wszystkim ogromnie smutny. A zaraz potem nieopisanie wkurwiający, ponieważ nic tak nie działa na nerwy jak bezsilność wobec chamstwa i głupoty ludzkiej, która na każdym kroku udowadnia, że nie zna granic.

Zmora Azorów

Zmora Azorów

Zmora Azorów

Przykład 2: Lagoa do Fogo

Lagoa do Fogo to jedno z piękniejszych wulkanicznych jezior na Sao Miguel. Można dotrzeć do niego dwojako. Albo na własnych nogach, idąc nieco ponad 20-kilometrowym szlakiem Praia-Lagoa do Fogo, który prowadzi przez pustą, urzekająco zieloną dolinę (Vale do Fogo; ten i inne szlaki opiszemy niebawem) albo samochodem, jadąc drogą EN-52A i zatrzymując się przy jednym z kilku ulokowanych tam punktów widokowych; z jednego z nich prowadzi też krótka, ok. 2 km ścieżka, którą można zejść na brzeg laguny od strony drogi.

Dotarcie do Lagoa do Fogo przez dolinę wymaga nieco więcej czasu, zachodu i dobrej woli niż podjechanie do punktu widokowego od przeciwnej strony, wydawałoby się więc, że decydują się na to ci, którzy czerpią przyjemność z bliskiego kontaktu z naturą i podchodzą do przyrody z należytym szacunkiem. Nic bardziej mylnego. W dolnej partii szlaku zalegają butelki po wodzie, sokach, puszki, plastikowe kubki po jogurtach, folie po ciastkach i batonach, etc. Dobrze, że ci, którzy w ten sposób zaznaczają swoją obecność, zwykle są zbyt leniwi, by gramolić się wyżej i zaśmiecać mniej dostępne tereny. Zwykle, ale nie zawsze: kiedy dotarliśmy na skraj skarpy bezpośrednio nad laguną naszym oczom ukazała się zużyta pielucha ciśnięta w kosodrzewinę (zobacz). To jest tak oczywiste, że nie powinno wymagać słowa komentarza: jeżeli maluch obsrał się w trasie (fizjologia – jego prawo), rodzic zabezpiecza toksyczny ładunek i porzuca go dopiero tam, gdzie znajdzie kosz na śmieci. Złota reguła piechura brzmi: wszystko, co wniosłeś do lasu (czy gdziekolwiek indziej) masz ze sobą wynieść. To naprawdę proste. W ten sposób, znikomym nakładem sił i środków nie przyczyniasz się do degradacji środowiska, które z racji oddalenia od kontynentalnego świata ma szansę nieco odroczyć wizję zniknięcia pod stosami odpadów.

Zmora Azorów

Zmora Azorów

Zmora Azorów

Zmora Azorów

Zmora Azorów

Śmieci to jedno. Druga rzecz to paskudne gigantyczne transatlantyckie statki pasażerskie.

Wielkie promy, czyli pływające hotele, z których każdy mieści co najmniej 6 000 pasażerów (wliczając załogę) przybijają do portu w Ponta Delgada (stolicy Sao Miguel) w cyklach kwiecień-maj oraz wrzesień-październik. Zwykle w piątek wieczorem albo w nocy z piątku na sobotę. A kiedy już przypłyną, wywołują dwa zjawiska. Po pierwsze, na kilka dni zalewają miasto tłumem nowo przybyłych, bywa że pojawia się ich nawet 15 000 – 20 000 w jeden weekend (na szczęście tylko w mieście, ponieważ promowym podróżnikom na nic więcej nie wystarcza czasu ani chęci). Po drugie natomiast, w porcie zastępują wszelki widok na ocean i dosłownie zasłaniają słońce. Same na kilka dni stają się odpychająco dostojnym elementem lokalnego krajobrazu (video).

Zmora Azorów

Czy zmora Azorów przeszkadza cieszyć się urokiem wysp? Na szczęście zupełnie nie, choć chwilami można poczuć się jak w cyrku. Tak czy owak, grunt, że wspaniałe zielone szlaki świecą pustkami. Większość turistas objeżdża wyspę samochodami, kolekcjonuje zdjęcia na tle topowych atrakcji i odlatuje. Nawet jeśli naśmiecą, to raczej nie dalej niż w odległości 2 km od parkingu, a to łatwiej posprzątać. I raczej na wyspy nie wrócą. My wrócimy, ponieważ to jedno z tych miejsc, gdzie nie myślisz „mógłbym tu zamieszkać”, tylko „kiedyś tu zamieszkam”. Kiedy, zobaczymy 🙂 A na razie, układając szczegółowy plan powrotu mamy wielką nadzieję, że pozostałe wyspy archipelagu – jako trochę mniej popularne i rzadziej odwiedzane – są również mniej zaśmiecane niż Sao Miguel. Niech hasło Acores – certified by nature jak najdłużej ma pokrycie w realu. Zmora Azorów. Zmora Azorów. Zmora Azorów. Zmora Azorów.