Espresso Martini – doskonały koktajl na każdą okazję!

Espresso Martini! To totalnie rewelacyjny koktajl z dodatkiem espresso, na który przepis planowałem opublikować jeszcze w czasie wakacji, a wolną chwilę znalazłem dopiero teraz. Przygotowany dosłownie godzinę temu, w ramach treningu przed jutrzejszym wieczorem.

Składników do przygotowania Espresso Martini nie należy kupować na podstawie nazwy drinka, ponieważ Martini nie jest tu do niczego potrzebne. W przepisie nie ma go ani kropli. Krótka lista ingrediencji, z których można przyrządzić ów szałowy napój to Kahlúa (ta autentyczna, żadna inna), wódka, espresso, lód oraz shaker.

Kawowego likieru Kahlúa nie zastąpi godnie żaden inny zamiennik, ponieważ smak oryginału jest niepodrabialny. Wbrew pozorom, Kahlúa nie jest tak słodka, jak wiele innych likierów. A cały urok Espresso Martini polega na tym, że jeżeli przyrządzi się go tak, jak należy, czyli bez dosładzania, będzie mieć pazur i charakter. To mały słodko-wytrawny szatan, którym od czasu do czasu warto uświetnić wyjątkowe okazje 🙂

Espresso Martini

Espresso Martini

Espresso Martini

Jeszcze jedno, w oryginale powinien być użyty shaker bostoński. Ja mam francuski i żyję 😉

Espresso Martini – SKŁADNIKI na 2 porcje:

  • 25 ml Kahlúa (czyli oryginalnego meksykańskiego likieru kawowego, którego nie zastąpi żaden domowy „odpowiednik”)
  • 50 ml wódki
  • 1 espresso, świeżo zaparzone (gorące!)
  • lód (sporo, ok. 8-10 dużych kostek – ilość zależy od pojemności shakera)

Jako jedną część = miarkę barmańską przyjmuję dla uproszczenia 25 ml.

Espresso Martini – PRZEPIS:

  1. Do shakera dodaj jedną część (25 ml) likieru Kahlúa, dwie części (50 ml) czystej wódki, świeżo zaparzone gorące espresso oraz lód.
  2. Solidnie wstrząśnij – między innymi od tego zależy piękna pianka, która wyróżnia ten szatański koktajl.
  3. Przecedź do schłodzonych kieliszków (do martini), a piankę ozdób kilkoma ziarnami kawy.
  4. Podawaj od razu.

Cheers & Happy New Year! 🙂

Koktajl Espresso Martini narodził się w Londynie w 1983 roku, a pięknie opowiedziana (!) pełna story jest tu:

PS. Ani dystrybutor, ani producent the one and only Kahlúa nie płacą mi za ten wpis, chociaż powinni 😛 Tak czy owak, jakby co, jestem wielkim fanem tego meksykańskiego cuda i mam milion pomysłów, jak użyć go nie tylko do drinków 😉 Na szczęście, tak się dobrze składa, że mam również dochodowy blog, dzięki któremu mogę pokazywać to, co chcę, niezależnie od tego, czy chce tego ktoś inny. Enjoy!

Sprawdź też:

Espresso Martini