Osteria del Boccondivino.

Bra to niewielkie piemonckie miasteczko, które od lat ’80 ubiegłego wieku stanowi kolebkę i zarazem kwaterę główną włoskiego, a dziś już także międzynarodowego ruchu Slow Food. To także stolica sera, w której cyklicznie, od przeszło dwudziestu lat odbywa się najważniejszy i największy na świecie festiwal serów i serowarów pod egidą Slow Foodu.

Osteria del Boccondivino

Osteria del Boccondivino

Osteria del Boccondivino

Udział w Cheese Bra dla miłośnika serów i win jest przeżyciem niezapomnianym (więcej o samym festiwalu AD 2017 wkrótce). Sery są wszędzie i zewsząd, dosłownie z całego świata, każdego typu i najlepszej jakości, więc można na nie wydać każde pieniądze. Sery królują, serów próbuje się od rana do nocy, ale… nie samym serem człowiek żyje. W takim miejscu – w którym pojęcie slow food nabiera szczególnego znaczenia – warto spróbować także czegoś innego. Czegoś na wskroś lokalnego.

Gdzie zatem zjeść w Bra?

Pierwsze, co przychodzi na myśl to lokal sygnowany znakiem firmowym slow foodu – czyli psychodelicznym ślimaczkiem 😉

Restauracja zwie się Osteria del Boccondivino, znajduje się przy jednej z kameralnych uroczych uliczek w samym sercu miasteczka i działa przede wszystkim na niewielkim, mieszczącym kilkanaście stolików dziedzińcu przynależącym do budynku, w którym urządzono także kwaterę główną włoskiego Slow Foodu. Lokal zajmuje również trzy sale ulokowane na pierwszym piętrze. W ciepły dzień biesiadowaniu na klimatycznym dziedzińcu nie przeszkadza nawet umiarkowany deszcz – solidnej budowy parasole są na tyle rozłożyste, że osłaniają przestrzeń nad większością stolików.

Osteria del Boccondivino

Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły zgodnie: podczas takiej imprezy jak Cheese Bra 2017, kiedy to do miasteczka przybywa ponad 200 000 ludzi, nie ma szans na zdobycie stolika w dobrej restauracji bez rezerwacji. Nasza wina, trzeba było myśleć wcześniej i rezerwować z wyprzedzeniem. Znaki mówiły, ale statystycznie rzecz biorąc ktoś przecież musi mieć szczęście i najwyraźniej w Bra padło na nas.

Do Osterii zajrzeliśmy przypadkiem, niewiele po 21:00. Stoliki na dziedzińcu w większości były zajęte, ale jeden okazał się wolny i nieobjęty rezerwacją, więc… Kolacja nasza 🙂 By zająć stolik wewnątrz (na piętrze) rezerwację bezwzględnie trzeba mieć – warto o tym pamiętać zwłaszcza późną jesienią i zimą.

Tak czy owak, nam – szczęśliwie – pogoda sprzyjała. Był bardzo przyjemny, ciepły wrześniowy wieczór. Odrobinę kropiło, wystarczyło więc tylko schronić się pod dużym parasolem. I zacząć studiować menu.

Osteria del Boccondivino

Zarówno wina, jak i potrawy serwowane w Osteria del Boccondivino są mocno zakorzenione w tradycji Langhe i Roero.

Karta dań Osterii nie jest szczególnie rozbudowana i bazuje na umiarkowanej różnorodności składników. Spora część potraw w menu – wyróżniona specjalnym ślimaczkiem – przyrządzana jest z poszanowaniem reguł i filozofii slow food. Znaczy to tyle, że to, co trafia na stoły gości powstaje z najlepszych jakościowo produktów, pozyskiwanych z naturalnych i objętych ochroną ekosystemów. Osteria korzysta z czystych, niemodyfikowanych i nieprzetworzonych surowców, wytwarzanych tradycyjnymi metodami – od endemicznych odmian lokalnych nasion typowych dla regionu, po warzywa i mięso.

Osteria del Boccondivino

Maksymalnie uproszczony jest również sposób przyrządzania i serwowania potraw. Najważniejsze są tu jakość i smak produktu.

Osteria del Boccondivino

Jedzenie

Pora była późna, a pierwszy dzień festiwalu upłynął nam – a jakże – pod znakiem serów, zamówiliśmy więc dwie przystawki, dwa dania główne (cielęcina – ja, królik – Gosia) oraz – jak na fanatyków deserów przystało 😉 – jeden deser do podziału. Zamiast pieczywa na stole pojawił się dyżurny bezglutenowy chrupiący zamiennik – swojskie organiczne wafle z ryżu i niemodyfikowanej kukurydzy.

Kremowy dorsz z ziemniakami (9 EUR)

Świetne, tyleż proste co smaczne danko o konsystencji gładkiego ziemniaczano-rybnego puree. Smak dorsza i ziemniaków był dobrze wyczuwalny, ze wskazaniem na dorsza. Nie żałowano śmietankowego masła, dzięki czemu niewielka porcja okazała się bardzo sycąca.

Osteria del Boccondivino

Lardo, kiełbaska Bra oraz tatar cielęcy (9 EUR, slow foodowy ślimaczek)

Rajska uczta dla miłośników mięsa najwyższej jakości. Lardo jem tylko we Włoszech, a kto podziela mój entuzjazm dla tego smakołyku z łatwością zrozumie – dlaczego. Lardo podane w Osterii było aromatyczne i przepełnione umami. Cienko pokrojone wręcz rozpływało się na języku. Świetnie pasowało do chudego tatara z surowej siekanej cielęciny.

Tatar podany został tak, jak lubię najbardziej, czyli bez jakichkolwiek dodatków. Tak świeże i znakomite mięso jest przepyszne samo w sobie. Nie potrzebuje żadnych dopełniaczy, nawet przypraw (no, może poza pieprzem, który można dozować sobie wedle uznania). Nie pojmuję i pewnie nigdy już nie pojmę sensu (choć rozumiem przyczynę, niestety) dodawania w Polsce do tatara cebuli, żółtka, ogórka czy co tam jeszcze przyjdzie komuś do głowy. Świetne mięso powinno obronić się samo. I tu pięknie się broni.

Przyprawy zapewniał trzeci Muszkieter z tej szacownej ekipy. Czy może raczej Muszkieterka, tj. lokalna, wytwarzana wyłącznie w obrębie gminy Bra kiełbaska. Powstaje w 70-80% z chudej cielęciny i w 20-30% z wieprzowego tłuszczu, z dodatkiem soli, białego pieprzu, cynamonu i gałki muszkatołowej, bez konserwantów i jakichkolwiek innych zbędników. Tę niesamowicie delikatną kiełbaskę je się zwykle na surowo. Smakuje rewelacyjnie.

Wszystkie elementy tej przepysznej mięsnej trójcy – lardo, tatar i kiełbaska – świetnie ze sobą współgrały i wzajemnie się uzupełniały. Doskonały zestaw i apoteoza prostoty.

Cielęcina duszona w Barolo (13,5 EUR)

Miękka i delikatna, wręcz rozpływająca się w ustach cielęcina z lokalnej hodowli w towarzystwie najcenniejszego, wspaniałego piemonckiego winnego skarbu – Barolo. Do tego kilka ziemniaków i jest pełnia szczęścia. Prosto i na temat.

Osteria del Boccondivino

Szary królik Carmagnola w białym winie Arneis (13 EUR, slow foodowy ślimaczek)

Szary królik Carmagnola hodowany jest wyłącznie w Piemoncie. Tu został zestawiony z kolejnym piemonckim klasykiem, czyli białym Arneis. Królik dobrze komponował się z zamówioną przez nas butelką Langhe Arneis z winnicy Paola Massa położonej w Piobesi d’Alba, a więc ledwie 16 kilometrów od Bra (!).

To jest lokalność, jakiej bardzo chciałbym doświadczać na co dzień. Sposób podania królika – jak widać – prawie nie różni się od talerza z cielęciną. Ziemniaki były przyrządzone dokładnie tak samo.

Osteria del Boccondivino

Osteria del Boccondivino

Panna cotta (6 EUR) 

Tak naprawdę, (jak zwykle) nie zamierzaliśmy zamawiać deseru, ale… w karcie zauważyliśmy lokalny przysmak – bonet. To bardzo tradycyjny piemoncki wypiek na bazie migdałów, mleka, żółtek, cukru i kakao. Powinien być naturalnie bezglutenowy, ponieważ najstarsze receptury nie przewidują dodatku pszenicy. Bonet piekę w domu (mój przepis na podstawie receptury od włoskiej babci jest TUTAJ), ale nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji spróbować oryginalnej restauracyjnej wersji. Okazja ku temu może pojawić się właściwie tylko w Piemoncie i to w tych restauracjach, które nie poddają się turystycznemu terrorowi, ograniczając menu do najpopularniejszych włoskich słodkości. Niestety okazało się, że bonet podawany w Osterii jest glutenowy (jak to możliwe, tego nie wie nikt, bo autentyczna tradycyjna receptura glutenowa zwyczajnie nie ma prawa być!), kelner zaś ile sił w płucach zachwalał panna cottę.

Trudno chyba wyobrazić sobie jakikolwiek inny włoski deser (może obok tiramisu), który byłby bardziej sztampowy i do cna wyeksploatowany w tysiącach restauracji na całym świecie, ale ICH slow foodowa panna cotta miała być przyrządzana w zupełnie inny – utajniony – sposób. Udało nam się dowiedzieć tylko tyle, że nie zawiera żelatyny. Ja też robię bez: przepis. I faktycznie, panna cotta w wydaniu Osterii miała wyjątkowo delikatną konsystencję, była mniej słodka, a jednocześnie mniej lelawa.

Osteria del Boccondivino

Podsumowując, Osteria del Boccondivino to bez dwóch zdań restauracja warta odwiedzenia, choć weganie raczej nie mają tu czego szukać. Mogą ewentualnie wpaść na sałatkę i na wino. Tak czy owak, nie trzeba być slow foodowym freakiem, by docenić podawane tu jedzenie. Jest bardzo smacznie, bardzo prosto, na luzie i bez napinki. Obsługa jest sprawna, sympatyczna i dość dobrze komunikuje się po angielsku. Restauracja stawia na najlepsze naturalne produkty, które nie potrzebują nadzwyczajnej obróbki, by w rewanżu oddać pełnię smaku. W tej dziedzinie Włosi są przecież mistrzami 🙂

Nasz rachunek:

  • Kremowy dorsz z ziemniakami – 9 EUR
  • Lardo, kiełbaska Bra oraz surowy tatar cielęcy – 9 EUR
  • Cielęcina w Barolo – 13,5 EUR
  • Królik Carmagnola w Arneis – 13 EUR
  • Panna cotta – 6 EUR
  • Butelka wody (Lurisia) – 2 EUR
  • Butelka Langhe Arneis – Paola Massa – 14,50 EUR
  • Coperta – 3 EUR

Namiary:

Osteria del Boccondivino
Via Mendicità 14, Bra
strona internetowa

W niedzielę nieczynna (z wyłączeniem października i listopada)

Osteria del Boccondivino