Sawa Bistro zamiast Five Restaurant. FiK odwiedził nowy lokal przy ul. Grzybowskiej 5 w Warszawie.

Zmiana jak najbardziej słuszna i bardzo na czasie patriotycznego wzmożenia – w miejsce anglojęzycznego, obcego kulturowo szyldu pojawiła się najbardziej swojska ze swojskich i do tego w 100% rdzenna nazwa – Sawa.

Sawa, co Niemca nie chciała…chociaż nie, to chyba nie ta legenda… A może w ogóle nie o tę Sawę (czy raczej tego Sawę, bo to przecież – wbrew legendzie – słowiańskie imię męskie) od Warsa chodzi? Kto wie, ale nie dajmy się zbałamucić i nie idźmy tą drogą.

Sawa 3

Już z zewnątrz, od ulicy miejscówka położona rzut beretem od Placu Grzybowskiego prezentuje się naprawdę dobrze i zachęcająco. Przez przeszklone ściany widać przestronne, ładnie urządzone wnętrze, nieprzeładowane stolikami, nowoczesne i dość ascetyczne, a jednocześnie ciepłe i całkiem klimatyczne. Wyważone, bez przesady w żadną stronę.

Sawa 8

Sawa 11

Wewnątrz trudno nie zauważyć świetnej mozaiki na jednej ze ścian, która stanowi najbardziej spektakularny element wystroju Sawy. Mozaikowe oko Saurona nieprzerwanie zerka na gości, niegdyś grubiańsko zwanych klientami. Lubię mozaiki.

Sawa 13

W kuchni Sawy rządzi szef Marcin Maciuszek, choć – jak się okazuje – kulinarna oferta bistro omawiana jest na zebraniach z udziałem ojców-założycieli. Nie wiem, jak bardzo demokratyczny charakter mają owe spotkania; jak wiadomo, nierzadko zdarza się tak, że gdzie decydentów sześć, tam nie ma co jeść. Na szczęście w Sawie nie ma z tym problemu – jest co jeść, bo są ośmiornice! To właśnie te sympatyczne stwory stanowią obecnie motyw przewodni sawowej karty – do tego stopnia, że pozycje menu z ośmiornicą oznaczone są dodatkowo specjalną ośmiorniczkową ikonką.

Sawa 12

Źródła milczą wprawdzie w temacie wiślanych połowów ośmiornic w wykonaniu rybackiej pary W & S, ale chyba nie o tego rodzaju powiązania szefom lokalu chodziło. Rzecz raczej w tym, że w Warszawie wciąż bardzo niewiele miejsc specjalizuje się w daniach z udziałem tego przepysznego głowonoga, a przecież umiejętnie przyrządzone ośmiornice smakują po prostu wybornie… W Sawie na szczęście naprawdę wiedzą, jak z nimi postępować. Ale po kolei.

Lokal odwiedziliśmy w składzie trzyosobowym, czyli w zestawie FiK + 1. Trzy osoby to nie tylko więcej kompanów do rozmowy, ale też okazja do dokładniejszego przeglądu menu. Zdecydowanie nie należymy przecież do elity stołecznych krytyków, którzy w pojedynkę i za jednym podejściem są w stanie wymieść wszystkie dania z karty ;-). Z wiekiem żołądki coraz mniejsze, więc dwie pozycje z menu na jednego ludzika wystarczają w zupełności.

Z mniej lub bardziej wiadomych względów (kto czyta stronę uważnie, ten wie) omijamy kanapki, burgery oraz straszące w karcie pizze i pasty. Filozofia, wedle której dla każdego coś miłego z pewnością ma racjonalne (biznesowe?) uzasadnienie, ale kogoś o bardziej tradycyjnym podejściu do wyboru restauracji obecność w menu wszystkich tych włoskich specjałów z polskich składników może nastroić średnio albo co gorsza zniechęcić do tego stopnia, że nie pomogą nawet długie macki składającej propozycję nie do odrzucenia ośmiornicy.

Zjedliśmy:

Ośmiornica na salsie z mango i papai (29 zł)

Sawa 15

To absolutny hit zawartego w menu rozdziału ‘Ośmiornica Sawa’, a może nawet bezwzględna królowa sawowych przystawek. Danko prezentuje się wybornie i tak też smakuje. Pojedyncza (niestety!) macka ośmiornicy jest idealnie miękka, soczysta, pełna smaku i doskonale komponuje się ze wspomnianymi wyżej owocami, które w salsie wspomogła dodatkowo marchewka – o ile trafnie ją zidentyfikowałem oszołomiony smakiem ośmiornicy. Do tego samotne listki wyrazistego, ostrego musztardowca, które przewijały się też w każdym kolejnym daniu – najwyraźniej szef kuchni miał akurat pod ręką partię tej świetnej zieleniny.

Ośmiorniczki grillowane w sosie czosnkowo-cytrynowym (34 zł)

Sawa 6

Oblepione sosem ośmiorniczki na dywanie z roszponki prezentowały się już nieco mniej subtelnie, ale były całkiem smaczne. Tak czy owak, w pojedynku dużej macki z małymi osobnikami zwycięzca jest bezdyskusyjny.

Sałatka włoska (burrata, pesto z suszonych pomidorów, owoce kaparowca, pieczone pomidory malinowe, oliwki, mix sałat i ziół, 33 zł)

Sawa 1

Dane mi już było jadać w miejscach, gdzie dumnie anonsowana w menu mozzarella di bufala (a co dopiero burrata!) bycza – ani nawet włoska – z pewnością nie była, na szczęście jednak w Sawie podobnego numeru z burratą się nie praktykuje. Przyznaję też, że główną motywacją do zamówienia właśnie tej sałatki była podyktowana wcześniejszymi doświadczeniami ciekawość, co też jako burrata zostanie nam podane 🙂 Wieńczący sałatkę włoską jej najsmaczniejszy element burratą jest rzeczywiście. Kremowa, zawsze nieprzyzwoicie pyszna burrata di bufala to siedmiomilowy krok do raju serofila, który bez większego problemu pozwala przymknąć oko na fakt, że owe pieczone malinówki to raptem jeden samotny plaster pomidora. Miks sałat czy pesto z suszonych pomidorów były poprawne, lecz mało zaskakujące, choć punkt i tak należy się za to, że na zielone liście składały się rukola, roszponka czy musztardowiec, a nie tak popularna w warszawskich lokalach kupa lodowej sałaty.

Sałatka wegetariańska (komosa ryżowa, pieczone warzywa, chipsy z pietruszki, soliród, rzodkiew arbuzowa, mix sałat i ziół, vinaigrette musztardowo-ziołowy, 33 zł)

Sawa 2

To jedno z dań, w którym znalazł się mój ulubiony soliród, sprowadzany do Sawy z Pikardii. Za to wielki plus :-). Szparag, nieobecny w powyższej wyliczance, mimo pory roku okazał się wciąż smaczny. Świat tak już jest urządzony, że sałatki z przymiotnikiem ‘wegetariańska’ w nazwie zamawiają nie tylko wegetarianie, ale także osoby przywiązujące wagę do kalorii, a tu mogą zniechęcić je wieńczące całość chipsy. Bez dwóch zdań ładnie się prezentują, ale też sprawiają wrażenie smażonych w głębokim tłuszczu. Ot, taki drobiazg.

Dań głównych jest w menu Sawy zaledwie cztery, podczas gdy, dla porównania, makaronów i pizzy po sześć w każdej grupie. Nie byłoby źle, gdyby proporcje uległy kiedyś (szybciej niż później) odwróceniu, a tymczasem omijamy mięso i skupiamy się na dwóch pozostałych propozycjach. Na początek:

Okoń morski, warzywa sezonowe, soliród, cytrynowy sos z szafranem (42 zł)

Sawa 5

Bardzo zgrabne i smaczne danie. Ryba może odrobinkę przeciągnięta, za to skórka odpowiednio chrupiąca. Lubię tego rodzaju mieszanki warzywne w zielonej tonacji, więc połączenie solirodu, chrupkich szparagów, groszku cukrowego (zapomniałem dopytać, skąd zdobyty o tej porze roku, a nawet jeśli mrożony, to i tak naprawdę smaczny), fasolki szparagowej i brokuła (niestety za mało al dente) pasuje mi całkowicie. Śmietanowego sosu z hojnym dodatkiem szafranu, za to z mniej wyczuwalną cytrynową nutą, który wprowadzał do potrawy niepotrzebny – z mojego punktu widzenia – element tłustości, było jednak zbyt dużo.

Ośmiornica po galicyjsku, ziemniaki, pimento (wędzona papryka) (55 zł)

Sawa 4

Smakowo bez zarzutu – ośmiornice idealne, przepyszne, bardzo smaczne ziemniaki, które warto dodatkowo skropić sokiem z dołączonej do zestawu opiekanej cytryny. Trochę za mało wyczuwalny pimenton, którego moim zdaniem należałoby jednak dodać nieco więcej, ale może to tylko moje iberyjskie zboczenie, bo tak już mam, że pimenton najchętniej sypałbym do wszystkiego. Trochę inaczej, zwłaszcza za taką cenę, powinna również wyglądać relacja ziemniaków do ośmiornicy. Ośmiornica po galicyjsku podawana jest w Sawie w polskich proporcjach – dwie macki na dziewięciu ziemniakach. Kiedy całkiem niedawno jadłem podobne danie w Portugalii, proporcje wyglądały zgoła odwrotnie, choć trzeba jednocześnie przyznać, że w rybackiej wiosce Santa Luzia – szczycącej się mianem stolicy ośmiornicy – łowi się je w oceanie na miejscu i chwilę później rzuca przyrządzone na talerz 😉

Santa Luzia

Z Sawy wyszliśmy usatysfakcjonowani – zadowoleni i najedzeni, w humorach zdecydowanie lepszych niż to czasem bywa po wizytach w restauracjach z gatunku och i ach. To bardzo sympatyczne miejsce z miłą i pomocną obsługą, choć nie zaszkodziłoby, gdyby kelnerzy dowiedzieli się więcej na temat potraw, które serwują. Nie jest to ekskluzywna kuchnia, aspirująca do gwiazdkowego statusu, ale po prostu smaczna, satysfakcjonująca i bezpretensjonalna, a główny punkt programu w postaci ośmiornicy faktycznie przyrządzany jest znakomicie.

Sawa 7

Być może właściciele Sawy próbują trzymać zbyt wiele srok za ogon. Może zamiast utrzymywać barową część karty o włoskiej prominencji, powinni skupić się na dopieszczeniu innych dań z karty. Przy całym szacunku dla burgera (choć u mnie zupełnie go brak), to wciąż tylko kotlet w bułce (!), który nie wiedzieć czemu skutecznie rozprzestrzenił się niczym plaga po większości gastronomicznych przybytków stolicy. Ośmiornice głosu nie mają, jednak gdyby miały, na pewno nie życzyłyby sobie wylądować w bułce. Trzeba się szanować 😉

Sawa 9

SAWA BISTRO
Grzybowska 5, Warszawa
Godziny otwarcia: od 11:00 do 23:00, w piątki i soboty do 1:00

Sawa 10

Sawa 14