Hiszpania w czasach zarazy – strach się bać czy najlepszy czas na urlop?

Przeglądając alarmistyczne „covidowe” newsy w rozmaitych polskich mediach można odnieść wrażenie, że strach się bać, a wyprawa za miedzę niechybnie grozi śmiercią. Najlepsze co można zrobić? Szczelnie zamknąć się w domu. Codzienne bezrefleksyjne sianie paniki i tabloidowe klikbajty z tygodnia na tydzień mają się coraz lepiej, ale odbiorcy tych treści już niekoniecznie. Zmęczyło nas to wszystko bardzo dawno temu, więc po otwarciu granic przebukowaliśmy zaległy marcowy lot do Walencji na końcówkę lipca. Na kilka dni przed planowanym lotem kolejna fala nerwowej medialnej narracji, która zapanowała w kraju mniej więcej w połowie lipca, znów przestrzegała, że Hiszpania to skażony covidem ląd pogrążony w nowej odsłonie wirusowej zapaści, do którego nikt przy zdrowych zmysłach, z własnej nieprzymuszonej woli nie powinien się pchać. Tyle niepopartej doświadczeniem teorii, a jak jest w praktyce?

Hiszpania w czasach zarazy

W praktyce, północne regiony Hiszpanii (szczególnie Galicja, Katalonia, Euskadi) wciąż zmagają się z podwyższoną skalą zakażeń (ale już nie zgonów), a w innych regionach nie dzieje się nic szczególnie niepokojącego. Covid jest i nikt nie wie, czy i kiedy zniknie, a Hiszpanie zdają się wychodzić z słusznego założenia, że najwyższy czas zacząć żyć normalnie, dopasowując się do nowych reguł. Skoro stara normalność na razie nie wróci, warto pogodzić się z nową.

Jeżeli chodzi o nas i wybrany kierunek podróży, przez dwa tygodnie spędzone w Walencji, korzystając z uroków miasta, wybrzeża, barów i restauracji, czuliśmy się wspaniale, a z perspektywy „ryzyka covida” – nieporównanie bezpieczniej niż w Polsce. Powód jest prosty: w Hiszpanii, po tragicznych doświadczeniach wiosennych, dyscyplina w obszarze covidowej profilaktyki jest absolutnie powszechna. Maseczki, higiena, dystans społeczny, płyny do dezynfekcji. Jak jest w Polsce, każdy widzi, ale po kolei.

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Podróż – lotniska i samoloty

  • Na lotniskach i pokładach samolotów bezwzględne używanie maseczki w każdym miejscu jest obowiązkowe i nie podlega negocjacjom; wyjątek dotyczy kawiarni i restauracji na lotnisku, gdzie po zajęciu stolika maskę można zdjąć
  • Lotniskowe komunikaty przypominające o obowiązku noszenia maseczek na terenie lotniska i w samolocie powtarzane są co chwila jak mantra, szczególnie na zagranicznych lotniskach
  • Część sklepów w strefach wolnocłowych jest zamknięta, działają największe sieciówki (w Walencji nie działają np. lotniskowe delikatesy Sibarium – szkoda, bo zwykle są najlepiej zaopatrzone w lokalne produkty, jeżeli komuś zabraknie miejsca w walizkach)
  • Lotniskowe toalety za granicą wyposażone są teraz nie tylko w mydło, ale też w płyny dezynfekcyjne. Na Okęciu płynów brak, a mydło jest albo nie – jak się trafi… O domagających się remontu toaletach szkoda gadać – od lat powinny być sformatowane choćby na wzór tych w CH Arkadia, ale najwyraźniej to wyzwanie nie do ogarnięcia
  • Na pokładzie samolotu jako „nowość w czasach zarazy” wyraźnie rzucają się w oczy 4 elementy: bardziej uporządkowane boarding oraz deboarding (wychodzimy z samolotu po kilka – np. 4-6, rzędów, na komendę pilota), powszechne używanie maseczek przez cały lot (pasażerowie i personel pokładowy) oraz brak prasy drukowanej (generalnie) i brak posiłków w klasie ekonomicznej. Lufthansa rozdaje pasażerom ekonomicznym po półlitrowej butelce wody mineralnej, a biznesowym podaje posiłek.

Na obydwu odcinkach naszego lotu (Warszawa – Frankfurt i Frankfurt – Walencja) zdecydowana większość miejsc w samolocie była zajęta. W normalnym świecie byłoby pewnie ciaśniej, mając na uwadze czas podróży (lipiec, sierpień), ale jeżeli ktoś spodziewa się pustych samolotów, to w naszym przypadku nic takiego nie miało miejsca. Format lotów Lufthansy z Warszawy, czyli najczęściej praktykowany dolot do Frankfurtu i dalsze loty „zbierające” – w ramach przesiadki – chętnych na dalsze kierunki gwarantuje niezłe obłożenie lotów LH nawet w trudniejszych czasach. Btw, opcja testu na lotnisku we Frankfurcie na obecność COVID-19 nie dotyczy pasażerów tranzytowych.

Hiszpania po przylocie

Hiszpania w czasach zarazy

Od 1 lipca br. podróżni przybywający do Hiszpanii nie podlegają kwarantannie. Jedyne obowiązki, jakich trzeba dopełnić przed wylotem to wypełnienie deklaracji kontroli zdrowia (Spain Travel Health), dostępnej tutaj. Należy to zrobić już po odprawie online, ponieważ wśród wymaganych danych trzeba podać m.in. numer miejsca w samolocie. Co do zasady, deklarację można wypełnić też na pokładzie samolotu (formularz w wersji papierowej udostępniają linie, które realizują loty do Hiszpanii), ale obsługa Okęcia nie zgodziła się odprawić naszego bagażu bez przedstawienia kodu QR potwierdzającego złożenie deklaracji, więc zrobiliśmy to na szybko na lotnisku (cały proces zajmuje max. kilka minut, ipad czy mac przydają się w takich sytuacjach bardziej niż bardzo).

Hiszpańskie lotniska kontrolują pasażerów w oparciu o trzy „filtry” bezpieczeństwa:

  • bezkontaktowe mierzenie temperatury u wszystkich pasażerów przed dopuszczeniem do strefy odbioru bagażu (termometry-pistolety, szybka akcja, która w żaden sposób nie zakłóca ruchu na lotnisku)
  • kontrola złożenia deklaracji SPTH, oraz
  • ocena wizualna.

Warto wyglądać zdrowo 😉

Mascarilla czyli maseczka – zasady

Hiszpania w czasach zarazy

Obowiązkowe noszenie maseczki dotyczy każdej przestrzeni publicznej w Hiszpanii niezależnie od regionu, na zewnątrz i w zamkniętych pomieszczeniach. Maskę zakrywającą nos i usta (a nie szyję, brodę, czoło, łokieć czy cokolwiek innego) trzeba nosić na ulicy, w sklepach, w restauracjach i kawiarniach (można ją zdjąć dopiero po zajęciu stolika, ale przemieszczanie się po lokalu również wymaga założenia maski), w kinie, muzeach, każdym innym obiekcie użyteczności publicznej, w taksówkach i w środkach transportu publicznego (metro, autobus, pociąg). Używanie maseczek jest obowiązkowe dla wszystkich powyżej 6 roku życia i powszechnie praktykowane. W Walencji stawka mandatu za brak maski lub noszenie jej w nieprawidłowy sposób wynosi do 500 EUR i w razie niewypełniania nakazu takie kary są nakładane. Mandaty w nawet kilkunastokrotnie wyższych kwotach mogą być (i są) nakładane na bary, kluby i restauracje, których obsługa nie przestrzega obowiązujących reguł.

Mieliśmy okazję zauważyć, że policja w najbardziej turystycznych miejscach (np. okolice katedry) od razu interweniuje w przypadku ludzików z maseczką noszoną na niby i poucza co do jej właściwego założenia. Codziennie, poruszając się wyłącznie pieszo po całym mieście (z wyjątkiem taksówki z i na lotnisko), mijaliśmy maksymalnie 1-2 osoby bez maski na paszczy. Hiszpanie – mimo upalnej lipcowo-sierpniowej pogody są niesamowicie zdyscyplinowani i noszą maseczki nie bacząc na to, że temperatury w dzień przebijają 40 stopni w cieniu, a w nocy sporadycznie spadają poniżej 30. Nie ma wyjątków, maseczki noszą wszyscy, łącznie z policjantami przemieszczającymi się po mieście w radiowozach, kucharzami pracującymi w kuchniach, kelnerami, pracownikami sklepów, sklepików, straganów targowych i tak dalej. Nie trafiliśmy na przypadek, w którym sprzedawca, policjant czy pracownik jakiegokolwiek publicznie dostępnego obiektu obsługiwałby kogokolwiek czy rozmawiał z kimkolwiek bez maski.

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Taksówki, poza obowiązkiem noszenia maseczki w samochodzie przez pasażerów i kierowcę, sformatowane są tak, że kierowca jest w pełni odseparowany od pasażerów za pomocą pleksi i dodatkowej folii. Sceneria w aucie trochę jak z „Dextera” 😉

Co ciekawe, nawet w nocy Hiszpanie nie rezygnują z noszenia masek. Około północy łatwiej trafić na ludziki z maską na brodzie, ale np. na widok obcych osób idących z naprzeciwka maseczki wracają na właściwe miejsce. Ogólne wrażenie jest takie, że każdy się pilnuje.

Wszystko to sprawiło, że – choć pożartowaliśmy z masek na fejsie – od początku dostosowaliśmy się do lokalnych wymogów. Zdecydowanie bardziej z szacunku dla powszechnej dyscypliny niż z powodu ryzyka otrzymania mandatu. Pełna subordynacja w temacie noszenia maseczek i dystansu społecznego daje się zauważyć od razu. Zarówno w budynkach, jak i na ulicach, mimo bezlitośnie prażącego słońca i typowo letniego upału maski noszą wszyscy. Po prostu. Zaskoczyło nas to, a jednocześnie błyskawicznie zmotywowało do tego, by bezwzględnie przestrzegać panujących zasad. Już pierwszego dnia przekonaliśmy się, że ciągłe noszenie maski nie jest zbyt dolegliwe. Jasne, chwilami bywa gorąco (szczególnie w takich obiektach zamkniętych, jak z założenia tłoczny i duszny Mercado Central), ale skoro wszyscy inni dają radę i nie robią z tego problemu, to nie ma powodu zgrywać buntownika. Pojedyncze niezdyscyplinowane jednostki to – sporadycznie – turyści, nastolatki i imigranci; wszystkich przywołuje do porządku policja. Nikt nie traktuje tu obowiązku noszenia maseczek jako okazji do manifestu politycznego czy pretekstu do debaty publicznej. Skoro maseczki ochronne mogą ograniczyć tempo rozprzestrzeniania się wirusa i ryzyko zarażenia (a w Hiszpanii uznano, że mogą, stąd powszechny i egzekwowany obowiązek ich noszenia), używa się ich i tyle. Alternatywa to 500 EUR do królewskiego budżetu, więc sprawa jest prosta. Mamy 100 pomysłów na lepsze spożytkowanie tej kwoty niż mandat za opór, który w gruncie rzeczy niczemu nie służy.

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Kiedy maseczki można nie nosić?

  • Przy uprawianiu sportu (np. joggingu, jazdy na rowerze), ale choćby w Jardins del Turia widać, że część osób i tak biega lub jeździ na rowerze czy rolkach w maskach,
  • W przypadku przebywania w plenerze z dala od większych grup ludzi, na plażach i basenach – formalnie pod warunkiem trzymania się od innych na odległość 1,5 metra,
  • W razie trudności z oddychaniem lub z innych przyczyn zdrowotnych, które uniemożliwiają korzystanie z maseczki,
  • W przypadku, gdy jej używanie jest nie do pogodzenia z innymi czynnościami, takimi jak np. picie wody czy jedzenie lodów na ulicy – w takich sytuacjach nie ma powodu obawiać się interwencji policji.

Walencja funkcjonuje normalnie

Restauracje i kawiarnie działają standardowo, z tą drobną różnicą, że obecnie mogą udostępniać 75% stolików wewnątrz i 100% na otwartych tarasach i w ogródkach, z zachowaniem dwumetrowego odstępu między stolikami. Obowiązek noszenia maseczek i używania płynów dezynfekcyjnych jest w nich przestrzegany tak samo powszechnie, jak w innych miejscach, a płyny do dezynfekcji są dostępne dosłownie wszędzie. W mniejszych restauracjach goście proszeni są o użycie płynu tuż przy wejściu, w większych bywa, że płyn dezynfekcyjny trafia na zajęty stolik do indywidualnego użytku. Zdarzają się lokale, w których płyny dezynfekcyjne eksponowane są na oddzielnych regałach. W zdecydowanej większości miejsc kelnerzy dezynfekują stoliki, a często także krzesła, przed zajęciem ich przez nowego gościa. W restauracjach i kawiarniach maseczki można zdjąć tylko przy stoliku, przy poruszaniu się po restauracji lub przed wyjściem z lokalu należy założyć je ponownie.

Menu i karty win najczęściej udostępniane są w formie kodów QR do skanowania smartfonem lub ipadem, papierowe wersje pojawiają się w obiegu w wyjątkowych sytuacjach, np. gdy ktoś nie ma smartfona (trafiliśmy na taki przypadek raz). Bywa też, że jeżeli karta win nie jest dostępna w wersji elektronicznej, kelner sam ją przynosi i przekłada kartki, a goście wybierają wino lub drinki bezdotykowo. I znów, Hiszpanie przestrzegają takich praktyk rygorystycznie.

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Sklepy i muzea są otwarte, działają normalnie. Drobne zmiany polegają m.in. na tym, że kontrolowana jest ilość osób w budynkach, ale z uwagi na ogólnie niską liczbę turystów nigdzie nie kupowaliśmy biletów online z wyprzedzeniem i nie mieliśmy żadnych problemów z wejściem. W sklepach, np. przy zakupie butów, można je przymierzyć tylko z użyciem dostępnej na miejscu jednorazowej foliowej torebki, którą nakłada się na stopę – niezależnie od skarpetki – pod czujnym okiem obsługi. Z taką praktyką spotkaliśmy się w trzech butikach różnych marek. Średnio wygodne, ale do przeżycia, bez wpływu na finalną satysfakcję z zakupów. Z innych przykładów, każdą przymierzoną sztukę okularów przeciwsłonecznych sprzedawca od razu dezynfekował, polerował i odkładał na półkę. W małych sklepikach przy wejściu wiszą kartki, że w środku może przebywać maksymalnie 1 osoba, a sprzedawcy skrupulatnie tego przestrzegają.

W takich obiektach jak Torres de Serranos czy Torres de Quart obowiązuje zwiedzanie jednokierunkowe – z jednej strony wchodzimy, z drugiej wychodzimy, „szlaki” przypisane do danych kierunków oddzielone są taśmą. Podobnie w El Miguelete, gdzie ruch góra-dół reguluje sygnalizacja świetlna, a zwiedzający naprzemiennie wchodzą i schodzą z wieży jednokierunkowo. Odbywa się to tym łatwiej, że nie ma tłumów. Kiedy byliśmy na El Miguelete w początku sierpnia, na wieży znajdowało się jednocześnie nie więcej niż 8-10 osób. W Museu de les Cienciès część interaktywnych ekspozycji kontaktowych (przyciski, etc.) jest wyłączona, cena biletu bez zmian.

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Dobrze jest zobaczyć na własne oczy, że są miejsca, gdzie świat – jak w Walencji – żyje normalnie. W Mercat Central, Mercat de Colón, barach i restauracjach w całym mieście spotykają się wszyscy, w tym roześmiani starsi ludzie (70+), którzy – choć w maskach, jak każdy – radośnie witają się z łokcia i umawiają na drinka u Camareny, kawę albo lunch. Jeszcze starsze babuleńki z zachowaniem dystansu społecznego i w obowiązkowych maseczkach konferują do nocy na parkowych ławkach albo przed drzwiami kamienic. Niby wszystko się zmieniło, a tak naprawdę nie zmieniło się prawie nic.

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Plaże są pełne ludzi. Dystans, jak to na plaży, zachowywany jest lepiej lub gorzej, maseczek – skoro można – nie nosi tam prawie nikt (na promenadzie – już tak), ale morski zefirek i otwarta przestrzeń generują mniejsze ryzyko niż zamknięte obiekty. Zrobiliśmy sobie 30 km spacer wzdłuż wybrzeża, bez masek, mijając po drodze setki ludzi i co? Było zajebiście 🙂

Hiszpania w czasach zarazy

Strach się bać czy najlepszy czas na urlop?

To zależy. Jeżeli na hasło „COVID” sztywniejesz i mimo braku ku temu racjonalnych argumentów uważasz, że w Polsce jest bezpieczniej niż poza jej granicami, podróż raczej nie ma sensu, bo w praktyce może okazać się wyłącznie źródłem nerwów. Jeżeli natomiast – tak jak my – wyczekiwałaś/-eś otwarcia granic jak kania dżdżu, nie ma nad czym się zastanawiać.

Tak jak napisaliśmy na początku: my czuliśmy się w Walencji zdecydowanie bezpieczniej niż w Polsce. Od pierwszego do ostatniego dnia urlopu towarzyszyło nam poczucie, że mieszkańcy nawzajem dbają o swoje bezpieczeństwo naturalnie i z przekonaniem, że nic nie dzieje się na pół gwizdka, że każdy rozumie, czemu to wszystko służy i dlatego nikt nie odpuszcza. Fakt, że nie odwiedzaliśmy przypadkowych miejsc, więc nie można wykluczyć, że w tym czy innym szemranym przybytku mogło być inaczej, ale – instynkt samozachowawczy i zdrowy rozsądek przydają się podczas każdej podróży, nie tylko w erze covida.

Więcej argumentów za?

  • Piękna, niczym niezmącona pogoda i słońce na 200% normy – po prostu LATO
  • Mnóstwo do zobaczenia i bardzo mało turystów, wyraźnie mniej niż zwykle (z innych nacji dominują Niemcy i Francuzi)
  • Ceny – zdecydowanie niższe od standardowych o tej porze roku; kilkukrotnie zmieniając terminy lotów w okresie od marca do lipca wciąż rezerwowaliśmy to samo mieszkanie w dzielnicy Eixample (B&B Live in Chianti, 400 metrów od Mercat de Colón), które mimo świetnej lokalizacji i wyraźnie niższej ceny (w lipcu zapłaciliśmy 60% mniej względem ceny z marca, gdy rezerwacja zahaczała o Las Fallas) pozostawało wolne.

Czy pakując walizki myśleliśmy o elektryzujących polskie media hiszpańskich statystykach? Nie, ponieważ zwyczajnie ich nie śledzimy. Interesowały nas tylko możliwe zmiany w zakazie lotów i ewentualna kwarantanna po powrocie, która na moment wyjazdu wydawała się niemal pewna, a po kilku dniach zniknęła we mgle polskich absurdów. Gdyby ją wprowadzono, z uwagi na home office nie miałaby aż takiego znaczenia, ale i tak pewnie skomplikowałaby nam życie, więc dobrze, że finalnie pozostała w sferze porzuconych pomysłów. Kiedy dotarliśmy na miejsce okazało się, że Walencja ma się dobrze, a życie w mieście toczy się jak zawsze. Już pod koniec lipca było wyraźnie pusto, turystów mało, a gdy nastał sierpień – miesiąc hiszpańskich urlopów – miasto wyciszyło się jeszcze bardziej, ale kto przy zdrowych zmysłach robiłby z tego problem? Im mniej ludzi, tym lepszy urlop, a w szczycie lata w metropolii nie jest o to łatwo. Tym bardziej warto korzystać, ale tylko wtedy, gdy masz do tego pełne przekonanie. W przeciwnym razie zamiast odpocząć, zafundujesz sobie niepotrzebny stres. Kilka szczegółów odróżnia przeszłe podróże od obecnych i dla własnego komfortu warto się z tym pogodzić. Druga opcja to powstrzymanie się od wojaży na bliżej nieokreślony czas. Dla nas urlop w Walencji był jak upragniona ucieczka z paki o zaostrzonym rygorze. Radość z każdego drobiazgu i poczucie wolności – bezcenne!

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

Hiszpania w czasach zarazy

PS 1

W Walencji, niezależnie od powszechnego obowiązku noszenia maski, zachowania dystansu społecznego i tak dalej, obywatele mogą bez przeszkód zorganizować kilkusetosobową antyrządową demonstrację, w której domagają się m.in. dymisji ministra zdrowia. Jedna policyjna furgonetka otwiera manifestację, druga ją zamyka, i tyle. Nikt nie wykorzystuje tu obowiązujących obostrzeń do zamachów na prawa obywatelskie. Obowiązek noszenia maski nie jest zamachem na wolność ani jej ograniczaniem, a tylko mało dolegliwym, a być może pomocnym nakazem, natomiast zakaz organizacji wolnych zgromadzeń i protestów, uzasadniany covidem – już tak. W Polsce niestety wszystko wskazuje na to, że niewiele osób ma tego świadomość.

Hiszpania w czasach zarazy

PS 2

Cztery alternatywne sposoby noszenia maski, podpatrzone w Walencji ❤️😷

Hiszpania w czasach zarazy Hiszpania w czasach zarazy Hiszpania w czasach zarazy Hiszpania w czasach zarazy