Dziś parę słów o zakopiańskiej (czy może lepiej krupówkowej) kuchni oraz recenzja restauracji Pstrąg Górski.

Swego czasu bywaliśmy w Zakopanem bardzo często. Moja żona to urodzona w Zakopcu czystej (ćwierć) krwi góralka, siłą rzeczy więc spędzaliśmy zarówno pod Tatrami, jak i w samych Tatrach sporo czasu, bywając zarówno „na dole” (tj. kręcąc się po mieście i okolicach), jak i zaszywając się na tydzień lub dwa wyżej, najczęściej w schronisku na Hali Gąsienicowej. Teraz, z uwagi na narastającą liczbę zajęć i towarzyszący temu chroniczny brak czasu, bywamy w górach znacznie rzadziej (niestety!), jednak przy okazji ostatniej listopadowej wizyty kolejny raz okazało się, że jeśli chodzi o kwestie kulinarne, wiatr zmian wciąż na Podhale nie dotarł…

Zakopane_05

O posiłkach serwowanych na wspomnianej wyżej Hali, takich jak na przykład najgorsze parówki świata (tak, parówki same w sobie są chłamem, ale tu też można wyróżnić chłam mniej i bardziej szmatławy), które nawet nie próbują udawać, że śmieciowym jedzeniem nie są, barwy bladoróżowej z naciskiem na „blado-„, zasadniczo bezmięsnych, bo wytworzonych na oko wyłącznie z tłuszczu, trocin i może odrobiny makulaturowej pulpy, nie będę się rozpisywał, bo w gruncie rzeczy nie ma o czym. Może ostatnio coś się w tym temacie zmieniło, a może nie… Przyczyn takiego stanu rzeczy można upatrywać choćby w tym, że w ekstremalnych warunkach jakość posiłku często traci na znaczeniu, bardziej liczy się po prostu sam fakt jedzenia 😉 Wciąż pamiętam, jak doskonale smakuje dowolny ciepły obiad po zejściu z kilkunastogodzinnej trasy, rozpoczętej o świcie i zakończonej grubo po zmroku.

Z powyższych względów skoncentruję się tu na Krupówkach, jako „najbardziej reprezentatywnym” miejscu Zakopanego, wokół którego skupia się życie zdecydowanej większości przybyłych do „stolicy polskich Tatr”. Na temat socjologicznego fenomenu turystów, spędzających całe dnie na kursach Krupówkami w dół i w górę, a w przerwach przesiadujących w okolicznych knajpach albo też podążających z reklamówkami w dłoniach (niezmienny obrazek od lat) i sandałach na nogach w kierunku Giewontu, na Kasprowy albo, zwłaszcza i szczególnie tłumnie nad Morskie Oko, można napisać książkę. Wiadomo jednak, że tego typu sporty ekstremalne w którymś momencie mogą (muszą?) zaowocować wzmożonym apetytem. A cały szereg krupówkowych restauracji, barów i knajp tylko czeka, by ów głód zaspokoić.

Zakopane_14

Wielokrotnie mieliśmy okazję jadać w chyba każdym z bardziej sensownych (i do rzeczy) lokali przy Krupówkach, ale różnice między nimi są w zasadzie niewielkie. Zakopane to trwały, odporny na reformy bastion kuchni prostej i do bólu wręcz przaśnej (niektórzy chętniej nazwaliby ją pewnie swojską), solidnie sycącej, a jednocześnie skrajnie anty-finezyjnej, takiej, która nie oferuje żadnych wybitnych czy zaskakujących doznań smakowych. Króluje mięso, grule w kilku postaciach, trochę ryb, pojawia się też bryndza, bundz czy oscypek, a w sezonie rydze, a wszystko to podlane gęstym sosem góralskiego (znów ta swojskość) klimatu. Warzywa w zakopiańskiej rzeczywistości od lat figurują w czerwonej księdze gatunków zagrożonych (chwila, chwila, przecież ziemniak to warzywo! trafić się może także burak i kapusta), a mniej lub bardziej konsekwentni vege jako innowiercy nie mają tu właściwie czego szukać, zwłaszcza jeśli jakimś dziwnym trafem nie przepadają za rybami. Alternatywa właściwie nie istnieje.

Amatorzy śmieci mogą rzecz jasna wybrać się do dobrze zakorzenionego już w krupówkowym krajobrazie McDonalds (zaglądamy przez okno – pełny, jak zwykle) albo Pizza Dominium, bo – co ciekawe – wyeksponowane kiedyś na rogu ul. Kościuszki i Krupówek KFC jakiś czas temu ustąpił miejsca ogromnemu salonowi… Reserved.

Ostatnia wizyta w Zakopcu na początku listopada 2013 r. ponownie utwierdziła nas w przekonaniu, że w tej materii nic się nie zmienia, choć tandeta części szyldów i miejsc dosłownie aż „wali po oczach” i zwyczajnie razi coraz bardziej. Tym razem szczególnie poraziła nas szpetota rozświetlonej neonami Watry, która kiedyś była miejscem całkiem znośnym i przyjemnym, a obecnie postanowiła otworzyć własny mini-browar. To tylko jeden z przykładów.

Tym razem dwukrotnie odwiedziliśmy położonego nad potokiem Pstrąga Górskiego.

Zakopane_13

Początkowo nie było planów, by nasze wrażenia opisywać na stronie FiK, stąd też tekst opatrzony jest zdjęciami bardzo „roboczej” jakości.

Zakopane_03

Restauracja charakteryzuje się typowym zakopiańsko-krupówkowym wystrojem. Wewnętrzna przestrzeń dla gości, zarówno na parterze, jak i na piętrze – zgodnie z zakopiańską metodą – jest naprawdę spora, dzięki czemu w sezonie może pomieścić (i zapewne mieści) niezliczone tłumy turystów. W pierwszy listopadowy długi weekend tego problemu nie było. Pstrąg zwraca uwagę bardzo, zdecydowanie za bardzo, rozbudowaną kartą dań, a szczególnie kilkudziesięcioma wersjami podawanego tu – nomen omen – pstrąga (w 2 wersjach – jako filet albo w całości), a do tego łososia i halibuta. Oczywiście, ryba z grilla przygotowywana jest za każdym razem w ten sam sposób i różni się tyko dodatkami, wśród których można znaleźć nawet owocowe sosy. Osobiście wolę, gdy karta jest znacznie chudsza i uboższa w warianty, za to wszystkie dania są dopracowane, tak jak miało to miejsce na przykład w Staro Izbie, w której jedzenie zawsze smakowało nam najbardziej.

Za pierwszym razem decydujemy się na pstrąga ze smażonymi rydzami (29 zł) oraz – by przekonać się, jak kuchnia radzi sobie z daniami mięsnymi – stek barani z grilla (27 zł). Pstrąg podany w folii, posypany sporą ilością smażonych na maśle rydzów był całkiem smaczny. Grzyby z patelni, w których wyraźnie wyczuwało się smak masła, również okazały się niezłe, choć dość mocno nasiąknięte tłuszczem. Ogólnie jednak, pstrąg i grzyby nie rozczarowały.

Zakopane_02

Znacznie gorzej „udała się” twarda jak podeszwa baranina. Danie zostało podane bardzo szybko, po ok. 10 minutach od złożenia zamówienia, w „tradycyjnym” stylu na drewnianym talerzu i w towarzystwie opiekanych ziemniaków (ziemniaki – 5 zł), które wybrałem jako dodatek oraz sosów, których nie zamawiałem (były w pakiecie) i nie zjadłem. Ziemniaki były do przyjęcia (znów ten nadmiar tłuszczu), ale stek – to jest kilka kawałków średnio prezentującego się mięsa – to autentyczna tragedia. Nie pamiętam, czy albo ewentualnie kiedy ostatni raz jadłem tak twarde, suche, gumate i właściwie niemożliwe do przeżucia mięso. Wolę nie myśleć, jak długo czekało ono na konsumenta i ile razy trafiało na grill (choć, szczerze mówiąc, w ogóle nie wyglądało jak mięso z grilla…). Bardzo odradzam, chyba że gustujecie w mięsnej gumie.

Warto dodać, że niezjadliwą baraninę podano na stół niemal od razu po tym, jak złożyliśmy zamówienie, natomiast pstrąg doniesiony został ok. 30 minut później. Lokal był pusty, więc takiej „strategii” nie można tłumaczyć nawet nadmiernym obciążeniem obsługi. Nie wiedzą, jak postępować, czy po prostu zupełnie o to nie dbają?

Zakopane_01

W tym momencie zakiełkował w nas pomysł, by o Pstrągu jednak coś napisać, dlatego z odwagą godną Livingstone’a i Amundsena następnego dnia udaliśmy się tam ponownie, by zebrać trochę więcej materiału porównawczego. To się nazywa poświęcenie!

Zakopane_04

Przy drugim podejściu, na pierwszy ogień idzie królowa podhalańskich zup, serwowana chyba w każdym ulokowanym na Krupówkach (nie fastfoodowym) lokalu, czyli kwaśnica (7 zł).

Zakopane_06

To był strzał w dziesiątkę i najlepsze danie, jakie w Pstrągu jedliśmy. Kwaśnica okazała się esencjonalnie mięsna, z wyraźnie wyczuwalnym posmakiem wędzonki i lekką nutą czosnku. Świetna. Zupę podano z ziemniakiem w całości oraz kawałkiem żeberka. Mięso było smaczne, ale zbyt twarde. Powinno idealnie odchodzić od kości przy użyciu łyżki, tu natomiast trzeba było posłużyć się nożem i widelcem. Tak czy owak, całość okazała się jednak warta polecenia.

Pierogi z bryndzą (17 zł za 10 sztuk) podano z dużą ilością skwarek (wspominałem już, że mięso, tłuszcz i ziemniaki czają się tu na każdym rogu?) oraz cebuli.

Zakopane_07

Boczek jak to boczek, za to cebula, ku mojemu zaskoczeniu, była naprawdę smaczna – słodkawa, miękka i delikatna, nie wysmażona na wiór, sprawiała wrażenie bardziej marynowanej niż smażonej. Same pierogi o szybsze bicie serca nie przyprawiały, jednak okazały się całkiem dobre – pierogowe ciasto było w miarę cienkie, ale farsz trochę zbyt płynący i kremowy.

Drugie główne danie to łosoś grillowany z rydzami na pomidorach z dodatkiem bryndzy (29 zł).

Zakopane_08

Dodatek bryndzy to raczej szczypta, za to rydzów ponownie nie pożałowano. W sosie dało się wyczuć miękką i smaczną cebulę, ale pod względem smaku był jednak dość płaski. Łosoś smakował przeciętnie. To chyba najbardziej oklepana i najprostsza do podania ryba, obecna w kartach wszelkiej maści lokali od morza do Tatr, która często smakuje podobnie i równie często bywa nieco zbyt wysuszona. Obawa przed zaserwowaniem łososia w stanie, w którym jego środek mógłby okazać się zdaniem klienta zbyt różowy, nader często ma ten skutek, że ryba zostaje przesmażona. Łosoś z Pstrąga również był w efekcie trochę za suchy, ale dzięki dodatkowi sosu nie przeszkadzało to zbyt mocno.

Podsumowując, Pstrąg Górski zachowuje standardy krupówkowego żywienia. Tu oraz w innych zbliżonych pod względem klimatu i menu lokalach można się porządnie najeść, ale nie ma co liczyć na jakiekolwiek smakowe czy choćby wizualne uniesienia. W gruncie rzeczy to po prostu masowe jadłodajnie, których zasadniczy cel sprowadza się do tego, żeby wykarmić gawiedź szybko, konkretnie i bez cienia ambicji, by lokalną kuchnię wznieść na choć odrobinę wyższy poziom. Jak na „zimową stolicę Polski” i kandydata na gospodarza igrzysk to, niestety, szału nie ma.

Po obiedzie czy kolacji warto przejść się (zwłaszcza po zmroku), po zrewitalizowanym, ukończonym latem 2013 r. zakopiańskim Parku Miejskim im. Piłsudskiego

Zakopane_12

…a wieczór zakończyć grzańcem w Piano Cafe, która kiedyś była świetnym miejscem, a później dowiedziały się o niej cepry i… świetna być przestała 😉 chociaż wciąż przyjemnie wpaść tam na jakieś rozgrzewające albo rozweselające procenty.

CAFE PIANO_001

piano

ADRESY:

Pstrąg Górski
Krupówki 6a, 34-500 Zakopane

Piano Cafe
Krupówki 63, 34-500 Zakopane