O pierwszym (i ostatnim) sushi na telefon.

Portal pyszne.pl zwrócił się do mnie z pytaniem, czy nie zechciałbym przetestować i opisać jego możliwości w zakresie pośrednictwa w dostarczaniu posiłków, zamawianych „na telefon”.

W gruncie rzeczy, czemu nie. Jedzenia nie zamawiam w ten sposób w ogóle. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że powątpiewam w jakość – zarówno samych dostarczanych tą drogą posiłków, jak i serwisu doręczeniowego. Cały proceder kojarzy mi się głównie z fastfoodem, a ten konsekwentnie omijam szerokim łukiem. Przegląd restauracji obsługiwanych przez pyszne.pl, a później także wszystko to, co nastąpiło od momentu złożenia zamówienia do chwili, w której przyszło mi spożyć dostarczone „delikatesy”, tylko utwierdziły mnie w tym przekonaniu.

Po początkowych problemach negocjacyjnych (zaoferowano mi opublikowanie gotowego tekstu [co za pomysł?!], zachwalającego portal, w zamian za bliżej nieokreśloną zniżkę przy złożeniu zamówienia), ustaliliśmy z pyszne.pl następujące warunki: zamawiam posiłek w wybranym samodzielnie lokalu, a jakość dostawy i obsługi recenzuję na blogu. Pyszne.pl zaoferowało kupon na kwotę 70 zł, nadwyżkę pokryłem ja. Dopłatę w kwocie 31 zł zrealizowałem za pośrednictwem paypal.pl. Za zamówienie można zapłacić również kartą, przelewem lub gotówką, jednak warunkiem skorzystania z kuponu zniżkowego jest dokonanie płatności w formie elektronicznej, więc w tym wypadku gotówka przy odbiorze nie wchodziła w grę.

Zasięg pyszne.pl nie oszałamia, portal ma w ofercie stosunkowo niewiele restauracji, z których dostawy realizowane są tylko w największych miastach w kraju, a i tam nie na całym ich obszarze, a tylko bliżej centrum (w Warszawie np. dowóz na Żerań okazał się niemożliwy).

Wybrałem ofertę Aji Sushi, a konkretnie:

1 x bulion rybny Nabeyaki Udon – z owocami morza, wakame i grzybami shitake,
1 x pierożki warzywne Yaki Gyoza, oraz
1 x zestaw Nigiri Normal (NZ-2), w skład którego miały wejść następujące nigiri: 2 x łosoś, 2 x krewetki, 2 x dorada, 2 tuńczyk oraz 2 x ośmiornica.

Łączna cena: 101 zł.

Proces wyboru i zamawiania dań za pośrednictwem portalu wygląda tak: w oknie na stronie głównej wpisujemy lokalizację, w której chcemy odebrać dostarczony posiłek. Następnie, naszym oczom ukazuje się lista restauracji „w zasięgu”. Wybieramy tę, która najbardziej przypadnie nam do gustu i kilkając na poszczególne potrawy, dodajemy je do koszyka. Kolejny krok to wybór oczekiwanego terminu dostawy i formy płatności (gotówka, albo płatność elektroniczna za pośrednictwem paypal, kartą lub przelewem) i realizacja płatności. Termin dostawy można ustalić dwojako, tj. a) jak najszybciej albo b) wskazując dokładną godzinę. Tu znów okazało się, że warunkiem skorzystania z kuponu zniżkowego od pyszne.pl jest wybór opcji ‚dostawa jak najszybciej’. Dalej, serwis przekierowuje nas na stronę płatności internetowych w celu uregulowania należności za złożone zamówienie. Po kilku minutach od zapłaty otrzymujemy sms z informacją, kiedy możemy spodziewać się dostawy – w moim przypadku ok. 60 minut od złożenia zamówienia. Sms został po chwili dodatkowo potwierdzony telefonem z informacją o przyjęciu zamówienia i spodziewanym terminie realizacji.

Dostawa nastąpiła z półgodzinnym opóźnieniem względem terminu dostawy podanego przez Aji Sushi w smsie, jednak lokal telefonicznie uprzedził o możliwych problemach, z uwagi na wyjątkowe tego dnia korki w mieście.

Co otrzymałem?

1. Zupę, w której pływało kilka pasków marchwi, skrawki cukinii, trochę więcej fenkułu i ‚owoce morza’ czyli ścinki ośmiorniczek i mini kawałki kalmarów – w obydwu przypadkach gumowate. Czy bulion był rybny? Szczerze wątpię. W zupie nie było ani wakame, ani shitake, ani nawet żadnych innych liści czy grzybów.

2. 2 x nigiri z łososia oraz 2 x nigiri z tuńczyka – i na tym koniec zbieżności z zestawem Nigiri (10 sztuk) za 52 zł. Kolejne 6 porcji to hosomaki, w wersji, której sam nigdy bym nie zamówił – prócz ryżu i łososia, składały się z awokado, ogórka i serka (chyba – Philadelphia, takie bowiem znajdują się w ofercie Aji Sushi). To, za co zapłaciłem, nijak się zatem miało do tego, co do mnie przyjechało. WTF?

3. Pierożki – zgodnie z opisem przekąski miało ich być 6, a było 8. Jeśli miało mi to zrekompensować braki nigiri – niestety, nie zrekompensowało.

Zupa, mimo że konsumowana po kilku godzinach od dostawy, wciąż była ciepła (doręczona została szczelnie owinięta folią aluminiową).

Nigiri i (niechciane) hosomaki przygotowane zostały okrutnie niechlujnie i wyglądały bardzo nieapetycznie – mogłyby służyć jako instrukcja, jak sushi przygotowywać NIE NALEŻY. Hosomaki były bardzo różnej grubości, a ryż dosłownie „wyłaził” z nich na zewnątrz. Najsmaczniejsze w zestawie były dodatki – marynowany imbir oraz wasabi. Całkiem smaczne były również nigiri, zwłaszcza te z tuńczykiem.

Pierożki, również owinięte w folię, okazały się zimne. Po podgrzaniu smakowały nieco lepiej. Jako że w przypadku zupy, wakame i shitake przybrały postać marchwi i cukinii, także tu nie mam pewności, co wchodziło w skład farszu. Wydaje mi się, że jego główny element stanowiła soja.

Do zamówienia dołączone były 2 buteleczki z sosami – jeden do pierożków, drugi (sojowy) do sushi. Wyglądały jak trucizny ze starych kryminałów, dlatego pierożki zjadłem bez sosu, a sojowego na wszelki wypadek użyłem własnego.

Ogólnie rzecz biorąc – porażka na całej liniiNie dostałem tego, za co zapłaciłem, a to, co dostałem, totalnie mnie rozczarowało. Wniosek – wiem, co robię, trzymając się od takich portali z daleka. Nie tylko korzystania z pyszne.pl oraz Aji Sushi nie polecam, ale zdecydowanie ODRADZAM. Lepiej zjeść banana, jogurt, czy jagodziankę, albo nawet nie zjeść nic, niż tracić pieniądze i nerwy na posiłki tak żałosnej jakości.

W całym eksperymencie są dwa plusy:

1) „sushi” jadłem we wtorek, dziś jest czwartek, a objawów zatrucia brak, oraz
2) cała nieprzyjemność kosztowała mnie nie 101, a 31 zł.

Dobre i to 😉