Walencja i wine bary – gdzie na wino w Walencji?
Walencja i wine bary
Walencja to nie tylko najpiękniejsze miasto Hiszpanii. To również gastronomiczny mikrokosmos klasy premium, w którym od przybytku, czyli od ilości wspaniałych restauracji i wine barów, chwilami głowa boli. Gdy ktoś pyta nas, czy weekend, nawet dłuższy, ma w Walencji sens, odpowiadamy, że nie. To nie jest miasto na trzy dni, przez które przelecisz w biegu, wpadniesz do przypadkowych miejsc i wypadniesz z powrotem na lotnisko. Warto pomieszkać tu dłużej, najlepiej co najmniej 7-10 dni, i po prostu poczuć klimat. Walencja to magiczna strefa, w której dobrze jest po prostu być, bez listy miejsc do odhaczenia, ponieważ do najważniejszych punktów w mieście i tak – prędzej czy później – dotrzesz.
A kiedy już zwiedzisz wszerz i wzdłuż La Ciudad de las Artes y las Ciencias (najlepiej kupić trzydniowy bilet, tzw. Combo: Oceanogràfic + Science Museum + Hemisfèric – pięć lat temu zwiedzanie samego Oceanogràfic zajęło nam 4 godziny), obkupisz się we wszelkie jadalne dobra (w tym wina) na Mercat Central de Valencia, Mercat de Russafa i Mercat de Cabanyal, zjesz i wypijesz Aqua de Valencia w Bar Central by Ricard Camarena, odwiedzisz Museu Faller de València, wejdziesz na Torre de Santa Catalina oraz dzwonnicę katedry czyli El Miguelete i spojrzysz na Walencję z góry, najesz się paelli w Casa Carmela i innych topowych miejscówkach w mieście, nadejdzie moment, gdy zwolnisz tempo i zaczniesz doceniać fakt, że po prostu tam jesteś. Bez długiej listy „what to do/what to see”. Wtedy warto wiedzieć między innymi, w którym kierunku udać się na dobre – a nie przypadkowe – wino 🙂
Styczniowej Walencji należy się toast! Wolimy to miasto latem, kiedy jest gorąco, i w marcu, gdy można ogrzać się w ogniu Las Fallas, ale w styczniu też trafiliśmy z pogodą. Było ciepło i słonecznie, niebo błękitne jak zwykle, żadnego deszczu. Zachmurzyło się ledwie na jeden dzień.
W każdym z opisanych poniżej wine barów można również kupić wina na wynos. Ceny są rozsądne, zwłaszcza w Casa Montaña i Le Bar de vins.
Walencja – gdzie na wino?
Le Bar de vins
Gdzie: C/ dels Centelles 27, dzielnica L’Eixample
Le Bar de vins to nowy świetny wine bar w Ruzafie, który prowadzi sommelier z klubu winiarskiego Le Bulc. Bar został otwarty zimą 2024, a my trafiliśmy tu w pierwszym tygodniu stycznia 2025. W Le Bar de vins nie ma ani przypadkowych butelek, ani przypadkowego jedzenia. Super miejscówka, z jednej strony wszystko pro, a z drugiej ultra swobodna atmosfera i ciepła, bardzo przyjazna obsługa. Będziemy tu wracać z przyjemnością i równie regularnie, jak do wspomnianych niżej Casa Montaña i Taberna Teca. Btw, smażone rybki panierowane są w mące z ciecierzycy, a pieczywo bezglutenowe jest w standardzie, jak w każdym innym lokalu w Walencji. W tym mieście naprawdę trzeba się natrudzić, by trafić na bar czy restaurację, w których usłyszymy, że nie ma bezglutenowego piwa czy pieczywa. Piwo bg w Hiszpanii jest dostępne dosłownie zawsze i wszędzie, często w kilku wersjach do wyboru (w tym na Kanarach, z wyjątkiem najmniejszych wysepek La Gomera, El Hierro i La Graciosa).
Na stole: Jean-Yves Péron Champ Levat 2013, Le Vin des Allobroges VDP, Sabaudia – 100% Mondeuse, maceracja węglowa, świeże i intensywne o aromacie dojrzałych wiśni i czerwonych porzeczek, mineralne, chrupiące, wyraziście owocowe z lekko korzenną nutą, dobra kwasowość.
W styczniu 2025 w Le Bar de vins nie było menu – obsługa pyta, na co mamy ochotę i informuje, co może podać. Poprosiliśmy o coś bez glutenu i bez mięsa, za to z warzyw i owoców morza oraz o sery. Mówisz, masz. „Stoliczku, nakryj się!” działa tu doskonale.
Vive Vino! Natural Winebar
Gdzie: C/ del Pintor Salvador Abril 13, L’Eixample
To prawdopodobnie najfajniejszy wine bar z winami naturalnymi w Walencji. Na półkach stoją tu m.in. butelki z naszych ulubionych hiszpańskich winnic, takich jak Sexto Elemento z regionu Walencji, Marzagana Elementales z Teneryfy (La Orotava) czy La Perdida z Galicji.
Na stole: pomarańczowe El Romano 2022 Sexto Elemento DO Utiel-Requeña – blend Viura i Tardana, miesiąc maceracji, 6 miesięcy dojrzewania w beczkach z francuskiego dębu, pyszne wino. Jedzonka też super, mojama i La Gilda – TOP.
Dla tych, którzy nie wiedzą: La Gilda to baskijskie pintxo idealne (bez chleba), na które składają się papryczka guindilla, filet z sardeli i oliwka na wykałaczce. La Gilda uważana jest za pierwsze klasyczne baskijskie pintxo. Wyrazisty, pikantny i słony smak wybucha w ustach z niezwykłą mocą, rewelacja! Wieść niesie, że wymyślono tę przekąskę w 1946 roku w barze Casa Vallés w Donosti i nazwano na cześć Gildy, postaci granej przez Ritę Hayworth w filmie „Gilda”, który miał premierę w tym samym roku.
Taberna Teca
Gdzie: Carrer d’Honorat Juan 11, Extramurs
Taberna Teca to wspaniała restauracja i enoteka w jednym. Kilka lat temu pisaliśmy o niej tutaj. Bywaliśmy tu kilkukrotnie w poprzednich latach, o różnych porach roku, ale dopiero teraz, w styczniu, usiedliśmy na zewnątrz 🙂 W sobotę 11 stycznia 2025 w Walencji było 24+ w cieniu. Wnętrze Teca wyjątkowo świeciło pustkami, a lunch na świeżym powietrzu nie miał konkurencji. We wszystkich lokalach wokół ogródki też były czynne. Dobrze jest wrócić po roku czy dwóch do ulubionego wine baru, zobaczyć tych samych ludzi i zastać te same ceny (!).
Na stole: dwa bardzo udane wina na kieliszki – na początek Casa Castillo El Molar (Garnacha dojrzewająca 9 miesięcy we francuskim dębie), a na koniec CHEERS! Barbara Lebled (mieszanka czerwonych i białych odmian czyli „blouge” z Gamay, Sauvignon blanc i Menu Pineau, winifikowanych razem po krótkiej maceracji w naczyniach z włókna szklanego). Do tego carpaccio z cukinii, walencka sałatka z pomidorów (są naprawdę pyszne!), cebuli i tuńczyka, ceviche oraz jedna z najbardziej typowych walenckich przekąsek, tj. Esgarraet con Mojama (rozdrobniony dorsz z pieczoną czerwoną papryką, czosnkiem i tuńczykiem). Pełne menu Taberna Teca, które nieco zmienia się w zależności od pory roku, znajdziesz tutaj. W sezonie na karczochy zamawiamy tu od razu dwie porcje grillowanych serc karczoszków, są rewelacyjne! (zobacz).
Casa Montaña
Gdzie: C/ de Josep Benlliure 69, Poblats Marítims
Casa Montaña, czyli najlepsze na koniec. Casa Montaña, o której kilka lat temu pisaliśmy tutaj, to znakomicie zaopatrzona bodega i klimatyczna rodzinna restauracja, która działa w nadmorskiej dzielnicy Walencji El Cabañal-El Canyamelar. Mieszkańcy Walencji stołują się w tym przybytku od blisko 200 lat i nietrudno zrozumieć, dlaczego. Jak na historyczną winiarnię przystało, wybór win zgromadzonych w restauracyjnej piwnicy obejmuje przeszło 20 000 butelek z ponad 1000 winnic, jedzenie jest proste i doskonałe, a atmosfera lokalu – przyjazna i bardzo swobodna. To również chyba jedyna znana nam winna restauracja w Walencji, do której na 15-30 minut przed wieczornym otwarciem ustawiają się kolejki tych, którzy MAJĄ rezerwację, tak jakby istniała obawa, że ktoś zwinie im stolik sprzed nosa… Każdy pasjonat dobrego jedzenia i wina chce tu zjeść, proste.
O jakości jedzenia i wina w Casa Montaña najlepiej świadczy chyba fakt, że póki co spędziliśmy w Walencji 4 długie urlopy, a Casa Montaña odwiedziliśmy już 5 razy. To wystarczy, by zyskać tutaj status stałego klienta. Nie przeszkadza nam niemal niezmienne menu, ponieważ to, co trafia z kuchni na stół, za każdym razem jest najwyższej jakości. To jedna z tych bodeg/restauracji, która ma wierne grono miłośników zarówno w Hiszpanii, jak i poza nią. Warto zapisać się do tego klubu :-) Będziemy tu wracać przy każdej nadarzającej się okazji. Casa Montaña to 100% Walencji w Walencji, a wszystko to dzięki zaangażowaniu i staranności Alejandro, dobrej duszy tego miejsca.
Na stole (zestaw pierwszy): Sexto Elemento David & Goliath 2019, znakomity Bobal z DO Utiel-Requena, o którym więcej przeczytasz tutaj.
Jedzonka, po kolei: walencka sałatka z pomidorów, ultra kremowa ruska sałatka (w stylu polskiej świątecznej sałatki z majonezem), kantabryjskie anchovies, talerz szynki iberyjskiej ze świnek karmionych żołędziami (black label), smażony młody bób z Bellotą (w przypadku tego bobu zawsze kończymy z dokładką – powiedzieć, że jest pyszny, to jak nic nie powiedzieć), Morcilla de Burgos* na chlebie bg (certyfikowana i naturalnie bezglutenowa kaszanka z ryżem) i, na koniec, przepyszna herbata oraz pastel huesca de crema de avellanas y almendras, czyli kremowa tarta z mielonych migdałów wypełniona kremem z orzechów laskowych. Coś wspaniałego! Co do zasady, nie jemy deserów, ale… tutaj jemy. Tylko ten jeden, konsekwentnie. Tak samo, jak watę cukrową u braci Roca 🙂 choć przecież wiadomo, że wata cukrowa nie jest nawet w najmniejszym stopniu zjadliwa ;) Pełne menu Casa Montaña możesz przejrzeć tutaj.
Na stole (zestaw drugi): Rafael Cambra Casa Sosegada 2018, DO Valencia, blend Monastrell, Arcos, Forcallat del Arco, Bonicaire i Royal. Spontaniczna fermentacja, 30% winogron w całych kiściach, dojrzewanie w betonowych jajach przez 14 miesięcy.
Jedzonka: mojama z oliwą, grillowane sardynki, ponownie smażony młody bób z Bellotą, michirones, baskijska txistorra z Irura, patatas bravas z pikantnym sosem, duszona polędwica w kawałkach, ser z owczego mleka Sierra de Espadán z Los Corrales, a na deser znów uzależniające kremowe ciacho pastel huesca de crema de avellanas y almendras.
*Jeżeli widzisz w karcie kaszankę Morcilla de Burgos, po czym kelner mówi, że kaszanka zawiera gluten, to znaczy, że lokal podaje podróbę, a nie oryginał. Prawdziwa, certyfikowana Morcilla de Burgos zawsze jest bezglutenowa.
cdn.































































FiK --> JEDZENIE. PICIE. PODRÓŻE. Życie nie jest głupią dekoracją na stoliczku nicości. Z życia trzeba korzystać! ZaFiKsuj się! 







